Nowitzki poprowadził Mavs do 18. zwycięstwa w ostatnich 20. meczach
Mecz co prawda nie rozpoczął się po myśli Dallas Mavericks, którzy nie przegrali w Minnesocie od 4 stycznia 2006 roku, jednak doświadczenie i pewność siebie pozwoliły trzeciej aktualnie ekipie NBA na odniesienie 46 zwycięstwa w sezonie.
Mavs rozpoczęli mecz ospale nie wierząc, że T-wolves mogą stawić im skuteczny opór. Okazało się jednak, że gospodarze nie zamierzają patrzeć w staystyki a co więcej chcą za wszelką cenę im zaprzeczyć.
Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 30-22 dla Minnesoty i wyglądało, że Mavs będą mieli spore problemy. W drugiej odsłonie zmotywowani goście odrobili jednak część strat doprowadzając do wyniku 48:50 po pierwszej połowie meczu. To zapowiadało nie lada emocje w drugich 24 minutach gry.
W trzeciej kwarcie ponowne znakomicie zaprezentowali się gospodarze, którzy w końcówce tej części zanotowali serię punktową 15-0 dzięki czemu prowadzili 10 punktami. Wtedy jednak w ostatniej akcji trzeciej kwarty Dirk Nowitzki rzucił za trzy zmniejszając straty przed decydującą odsłoną meczu.
Czwarta kwarta rozpoczęła się od trzech kolejnych skutecznych akcji gości dzięki czemu doprowadzili oni di remisu. Od tego momentu mecz toczył się kosz za kosz. W końcówce Mavs wykorzystali przewagę doświadczenie i ostatecznie wygrali spotkanie 108:105 notując 9 zwycięstwo w ostatnich 10 meczach.
Znakomite zawody rozegrał lider Mavs Dirk Nowitzki, który mimo problemów z faulami, przez co grał zaledwie 27 minut, zanotował 25 punktów przy skuteczności 7 na 12 z gry i 10 na 10 z linii rzutów wolnych. Na uwagę zasługuje także gra rezerwowego Mavs Briana Cardinala, który zastępując Nowitzkiego trafił 4 na 4 z łuku i zdobywając 12 punków w meczu znacznie przyczynił się do tego cennego zwycięstwa.
Cardinal zagrał także znakomicie w obronie co po meczu docenił trener Mavs Rick Carlisle. "Wydaje mi się, że bez Briana nie bylibyśmy dziś w stanie wygrać. Jego zaangażowanie w grę obronną i jego nieprawdopodobna skuteczność w ataku odróciły losy tego spotkania. To dzięki niemu w drugiej kwarcie odrodziliśmy się, co pozwoliło na odrobienie strat z pierwszej części meczu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miał szansę na tak długie przebywanie na parkiecie, on jednak wyraźnie był na to gotowy a to najlepiej pokazuje jakim jest profesjonalistą."
Po stronie Timberwolves znakomicie zagrał Kevin Love, który ponownie uzyskał double-double. Tym razem Love zaliczył 23 punkty i miał 17 zbiórek. Do tego dołożył 5 asyst i blok. Było to 51 double-double z rzędu środkowego Minesoty czym wyrównał rekord wszechczasów Mosesa Malone. Kibice w hali na stojąco fetowali to historyczne osiągnięcie ich idola.