Kolejna głupia porażka Miami Heat
Ile spotkań w sezonie można przegrać w głupi i kompromitujący sposób?
Kiedy wydaje się, że rekord Miami Heat w tej kategorii jest już wyśrubowany do granic możliwości, oni przechodzą samych siebie. Na własnym parkiecie ulegli właśnie Chicago Bulls 86:87.
Spotkanie to powinno posłużyć przyszłym pokoleniom. Pokazywane być powinno pod szyldem "jak przegrywać nie wypada". W meczu po raz kolejny byliśmy świadkami ogranego już scenariusza, w którym gospodarze szybko odskakują, budują znaczną przewagę, a potem ją roztrwaniają.
To można jeszcze zrozumieć, ale nie można pojąć tego, co robią gracze Erica Spoelstry w końcówkach spotkań. Przy remisie 84:84 rozegrali bardzo dobrą akcję. Podowojony LeBron James oddał piłkę niekrytemu Mario Chalmersowi, ten wjechał pod kosz i dał im dwupunktową przewagę. Z drugiej strony miała miejsce zamiana krycia - Luola Denga krył właśnie Chalmers, by Derricka Rose'a przejął Dwyane Wade. Anglik wykorzystał to i został sfaulowany. Spudłował drugi rzut, ale...Heat nie zebrali piłki w obronie. "Byki" trafiły już 2 następne wolne i wyszły na prowadzenie 1 punktem. Dużo czasu miał jeszcze LBJ, ale tym razem nie skończył wejścia pod kosz, a rozpaczliwa dobitka Wade'a też chybiła celu.
Doskonale podsumował mecz trener Spoelstra - Myślę, że bardzo skutecznie pozbyliśmy się wszystkich, którzy nas wspierają. Cóż, przynajmniej nasza droga będzie teraz czystsza. Nie możemy zrobić już nic lepszego, niż trzymać się razem. Po meczu kilku zawodników podobno się popłakało (@twitter Iry Windermanna)
Derrick Rose zdobył 27 punktów, LeBron James 26, a Dwyane Wade 20.
Podopieczni Toma Thibodeau wygrali wszystkie 3 mecze z Miami łączną różnicą...8 punktów.