Siarka zdeklasowana w Warszawie

Dodano: 5 marca 2011 21:17
Siarka zdeklasowana w Warszawie
Adam Popek, Informacja własna
Obraz własny

W hali „Koło” wyrównana walka trwała zaledwie przez 15 minut. Potem, grający konsekwentnie w obronie Poloniści momentalnie uciekli beniaminkowi ekstraklasy i wypracowali sobie przewagę, której nie oddali już do końca.

W stołecznej ekipie najwięcej punktów zdobył niezawodny strzelec, Darnell Hinson.

Spotkanie rozpoczęło się po myśli gospodarzy, którzy już w pierwszych minutach zaznaczyli swoją przewagę. Za sprawą nienagannej wręcz postawy w obronie, neutralizowali wszelkie zapędy ofensywne rywala i bez trudu mogli skupić się zdobywaniu kolejnych punktów. W tym elemencie bardzo aktywny był Kamil Łączyński. Młody rozgrywający warszawskiego zespołu ewidentnie nadrobił już wszelkie zaległości związane z ponad półroczną przerwą i sprawiał mnóstwo problemów Siarkowcom. Przewaga warszawian zmalała po wejściu na parkiet doskonale znanego w stolicy Erica Taylora, który wprowadził ożywienie w poczynaniach tarnobrzeżan. To po jego „trójce” oraz celnych rzutach Rafała Rajewicza wynik na tablicy świetlnej brzmiał 13:12, co było ostrzeżeniem dla podopiecznych Wojciecha Kamińskiego. Jednak trener rodem ze Stalowej Woli miał w swoim składzie Łukasza Wichniarza, który w tym trudnym momencie wziął na siebie ciężar gry i niemal w pojedynkę zażegnał niebezpieczeństwo.

W drugiej kwarcie wydawało się, że miejscowi pójdą za ciosem i szybko odskoczą outsiderowi Tauron Basket Ligi. Tak się jednak nie stało. Gracze Polonii sprawiali wrażenie zbyt pewnych siebie, przez co zmarnowali wiele dogodnych okazji. W tym czasie, tarnobrzeżanie wzięli się ostro do pracy i dzięki akcjom m in. sprowadzonego niedawno Stefana Błaszczyńskiego w połowie „ćwiartki” doprowadzili do remisu 22:22. Taki rezultat mógł być zaskoczeniem zwłaszcza, że Siarka była przed meczem skazywana na wysoką porażkę. Warszawianie obudzili się z letargu na około 90 sekund przed końcem pierwszej połowy. Wtedy to, w krótkim odstępie czasu zapisali na swoim koncie kilka „oczek” i znów przejęli inicjatywę nad boiskowymi wydarzeniami. Dzięki temu, po 20 minutach prowadzili 36:26 i byli w zdecydowanie lepszych nastrojach przed zbliżającą się drugą połową.

Po zmianie stron obie drużyny nastawiły się na szybką grę, co mogło podobać się kibicom. Ich radość była tym większa, że znacznie lepiej w „nowej rzeczywistości” odnaleźli się gospodarze, którzy dowodzeni przez Darnella Hinsona w połowie kwarty wygrywali już 53:34. Tak wysokie prowadzenie warszawianie zawdzięczają głównie celnym rzutom zza linii 6, 75 m. Nie da się ukryć, że w tym elemencie podopieczni trenera Kamińskiego dominowali nad swoim rywalem i dzięki temu mogli poważnie zacząć myśleć o końcowym zwycięstwie. Koszykarze z Podkarpacia natomiast, przez długi okres czasu tylko biernie przyglądali się wydarzeniom i w żaden sposób nie potrafili odpowiedzieć na poczynania rozochoconych Polonistów. Nieco lepiej zaprezentowali się za to pod koniec kwarty, ale wobec ogólnego rezultatu nie miało to większego znaczenia. Wszystko dlatego, że przed decydującą batalią stołeczny team prowadził aż 65:39. Trudno się zatem było dziwić, że większość zgromadzonej w hali „Koło” publiki zadawało sobie już tylko pytanie o rozmiary końcowego triumfu swoich faworytów. 

W ostatnich 10 minutach, zgodnie z przypuszczeniami Polonia cały czas kontrolowała sytuację i nie pozwalała choćby w najmniejszym stopniu zbliżyć się do siebie przeciwnikowi. Pojedynczych akcji „ratunkowych” próbował, co prawda Daniel Wall, ale w pojedynkę nie był w stanie wiele zdziałać. Podobnie zresztą było w przypadku Stanleya Pringle’a, który wielokrotnie był osamotniony w dążeniach do celu. Widząc ich niemoc warszawianie wydobyli z siebie jeszcze resztki sił i powiększyli przewagę która na 5 minut przed końcem pojedynku wyniosła 30 punktów. W ekipie Polonii wyróżniał się Tony Easley. Amerykański podkoszowy w tym momencie miał już na koncie 17 „oczek” i był nie do zatrzymania w polu trzech sekund. Ostatecznie gospodarze wygrali 86:61 odnosząc tym samym 9 zwycięstwo w sezonie. Siarka natomiast, po raz kolejny już doznała goryczy porażki i jej spadek jest już właściwie przesądzony.

Polonia Warszawa – Siarka Tarnobrzeg 86:61 (20:14, 16:12, 30:15, 20:20)

Polonia: Darnell Hinson 20, Tony Easley 17, Harding Nana 15, Łukasz Wichniarz 10, David Palmer 8, Alan Czujkowski 7, Kamil Łączyński 6, Marcin Nowakowski 3, Marcin Krajewski 0

Siarka: Michael Deloach 18, Stanley Pringle 11, Daniel Wall 10, Rafał Rajewicz 9, Stefan Blaszczynski 6, Louis Truscott 4, Eric Taylor 3, Tomasz Pisarczyk 0

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp