Niesamowity comeback Orlando Magic!
Spotkania z wysoko notowanymi rywalami są w tym sezonie bolączką Miami Heat. Aby zdobyć Mistrzostwo NBA, drużyny takie jak Orlando Magic muszą być pokonywane.
Wydawało się, że ubiegłej nocy podopieczni Erica Spoelstry wreszcie przezwyciężą presję. Prowadzili już 24 punktami! Nic z tego - Orlando Magic wygrali z Miami Heat 99:96 po niesamowitym comebacku!
Sukces "Magii" miał dwóch autorow. Najlepszym strzelcem był Jason Richardson (24), a Dwight Howard dominował pod koszami - do 14 punktów dołożył 18 zbiórek. Bardzo dobrze z ławki spisał się strzelec Ryan Anderson - 15 "oczek", 3/6 z dystansu.
W ekipie gospodarzy najlepszy był duet LeBron James (29) i Dwyane Wade (28).
Był to kolejny mecz z serii - Miami Heat mają dużą przewagę, ale rozluźniają się, tracą ją i spalają się psychicznie w końcówce.
LeBron i spółka mieli aż 24 punkty przewagi w trzeciej kwarcie (73:49 po pięknym wsadzie Jamesa), ale goście odpowiedzieli niewiarygodnym runem 40:9 i głównie dzięki rzutom z dystansu dogonili rywala i okazali się minimalnie lepsi w końcówce. Szanse na wyrównanie mieli jeszcze Chris Bosh i LBJ, ale obaj spudłowali. Ten drugi już po raz trzeci w ostatnim czasie spudłował z dystansu w kluczowych sekundach.
Warto dodać, że mecz ten był debiutem Mike'a Bibby'ego w barwach Heat.
"Przewalamy kupę meczów, które w pełni kontrolujemy. Musimy coś z tym zrobić" - mówił rozgoryczony Bosh.
"To ryje banię (mindboggling)" - krótki komentarz D-Wade'a.
"Zrobić coś takiego na wyjeździe, to nieprawdopodobne" - zadowolony Stan Van Gundy.