Frye kopiuje wyczyn z Indianapolis i daje zwycięstwo Suns.
Channing Frye został bohaterem Phoenix Suns już po raz drugi z rzędu w ciągu dwóch dni. W niedzielę fantastycznym rzutem w ostatniej sekundzie meczu popisał się przeciwko Indianie, wczoraj w podobnej sytuacji wygrał mecz z Nets.
Wynik na tablicy pokazywał 103:101 dla Nets. Do końca meczu pozostało 9 sekund. Piłkę zza lini wybijał Grant Hill, który zdecydował się zaadresować ją do Frye'a, który rzutem z dystansu wyprowadził swój zespół na prowadzenie 104:103. Losy próbował odmienić jeszcze Deron Williams, ale piłka po jego rzucie nie znalazła drogi do kosza, a dobitka Humpriesa (kapitalny wcześniej blok na Robinie Lopezie) okazała się skuteczna, lecz niestety dla Jay-Z i Beyonce zasiadających na widowni oddana po syrenie oznaczającej koniec czasu gry.
Kluczem do zwycięstwa Suns okazała się gra zawodników z ławki rezerwowych. Przede wszystkim nie zawiódł skutczny Marcin Gortat, który w ciągu prawie 30 minut gry zanotował 17 punktów (8/11 z gry),5 zbiórek i 2 przechwyty. Warrick dodał 16 punktów i 7 zbiórek, Brooks 8 pkt i 4 as, Dudley 10pkt, 4 zb i 5as.natomiast Pietrus dołożył 13 "oczek". Jak zwykle liczyć można było na Nasha, który zaliczył 10 punktów i 15 asyst, jednak pozwolił Morrowowi (22 pkt, 5x3) na doprowadzenie do dogrywki, co znacznie obniżyło jego notowania w tym spotkaniu.
Wśród graczy Nets 13 punktów i 18 asyst zaliczył Deron Williams, który powoli zaczyna być liderem ekipy, choć gra z partnerami jeszcze nie klei mu się tak jak powinna. 28 punktów i 10 zbiórek było dziełem Brooke Lopeza, wspmniany wcześniej Humhries zakończył spotkanie z dorobkiem 16 punktów oraz 15 zbiórek.
Kolejne mecze Phoenix zagrają z Celtics, Bucks i Thunder. Zapowiadają się więc ciężke mecze, ale walczyć muszą, jeśli myślą o grze w play off, bo do nich już coraz bliżej - zaledwie jednego zwycięstwa brakuje im aby dogonić Memphis Grizzlies.