Wielki rzut Denga, Bulls lepsi od Heat

Dodano: 25 lutego 2011 10:29
Wielki rzut Denga, Bulls lepsi od Heat
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna, zdjęcie: espn.com
WikiMedia

Luol Deng bohaterem "Windy  City"!

Angielski skrzydłowy trafił kluczowy rzut w meczu z faworyzowanymi Miami Heat i w wielkim stopniu przyczynił się do tego zwycięstwa.

To był jeden z najpiękniejszych momentów w karierze Luola Denga. Zazwyczaj niedoceniany skrzydłowy, często od czarnej roboty, nie słynący z oddawania dużych ilości rzutów czy notowania strzeleckich rekordów, tym razem ukradł nagłówki gazet w Chicago.

Wszystko rozstrzygnęło się w zaciętej końcówce, chociaż atmosfera w United Center już od pierwszych minut przypominała Play-Offs, w których prędzej czy później obie drużyny prawdopodobnie się spotkają. W szczególności mógł to odczuć LeBron James. MVP, którego latem bardzo chciano w Chicago, był wygwizdywany na każdym kroku. Nic sobie z tego jednak nie robił. Rzucił 29 punktów, zberał 10 piłek i asystował 5 razy. Krótko mówiąc robił wszystko (warto zwrócić uwagę, że mecz miał niski wynik - każda zdobycz statystyczna liczy się jeszcze bardziej), jak to ujął Kevin Harlan, komentator stacji TNT, "pomagał nawet wstać kamerzyście". Jeszcze lepszy był Dwyane Wade, przynajmniej jeżeli chodzi o zdobycz punktową - 34 "oczka", 8 zbiórek.

Wracając jednak do końcówki, najpierw bardzo ważny rzut trafił Derrick Rose - z dystansu. Po chwili fenomenalną akcją 2 + 1 odpowiedział LeBron James i był remis po 89. Wtedy do akcji wkroczył Deng. "D-Rose" zamarkował wejście pod kosz, Dwyane Wade chciał go podwoić i zupełnie zlekceważył ustawionego na skrzydle Luola. Bang! Cała hala świętowała na 15 sekund przed końcem. LBJ chciał odpowiedzieć trójką, ale bardzo chybił.

Najlepszymi graczami gospodarzy (którzy jeszcze w 3. kwarcie przegrywali 9 punktami) byli właśnie Rose (26, 6 asyst, 5 zbiórek) i Deng (20, 10 zbiórek). Chociaż do gry wrócił już Joakim Noah i w duecie z Carlosem Boozerem stanowią główną siłę "Byków" pod koszami, Omer Asik zebrał 11 piłek przy zerowym koncie punktowym. Podopieczni Toma Thibodeau udowodnili tym samym, że w pełnym składzie mogą pokonać głównych pretendentów do tytułu. Może nawet w serii. Z kolei dla "Żaru" była to jeszcze jedna porażka w meczu decydowanym małą ilością punktów.

"Jeśli oglądałeś nasz poprzedni mecz i to spotkanie wiesz, do czego jesteśmy zdolni" - mówił Deng.

Fatalnie zagrał Chris Bosh (1/18) z gry - "To frustrujące, bo gdybym trafił dwa lub trzy z nich, w takim zaciętym meczu to zrobiłoby różnicę." To jeden z najgorszych wyników w historii pod względem skuteczności.

Bulls wygrali ostatecznie 93.89.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp