Knicks pokonali Bucks w debiucie Melo

Dodano: 24 lutego 2011 13:15
Knicks pokonali Bucks w debiucie Melo
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna, zdjęcie: espn.com
WikiMedia

Chyba żaden mecz nie elektryzował ubiegłe j nocy sympatyków NBA tak jak spotkanie rozegrane w Madison Square Garden.

W nowojorskiej arenie byliśmy świadkami debiutu tego, o którym tak często słyszeliśmy w ostatnich dniach - Carmelo Anthony'ego. 

Trzeba dodać, że był to debiut bardzo udany. "Melo" zdobył 27 punktów i zebrał 10 piłek, prowadząc swój zespół do zwycięstwa. Swoje pierwsze punkty w barwach New York Knicks zdobył przy stanie 4:4, po 2 minutach gry. Chwilę później inauguracyjnego kosza w nowej drużynie rzucił Chauncey Billups (21). Trochę więcej kłopotów miał Amar'e Stoudemire (19). "Stat" złapał w końcówce 15. już technika w tym sezonie. Każdy  kolejny będzie go kosztował automatyczne zawieszenie na jeden mecz.

Należ wspomnieć, że Carmelo Anthony był pewną opcją w ataku New York Knicks. Kilka koszy w końcówce należało do niego. Warto jednak powiedzieć o Toney Douglasie - 23 "oczka" (10/12 z gry). W drużnie przeciwnej John Salmons miał 27 punktów, Andrew Bogut 14 i 12 zbiórek, a także kilka efektownych bloków na graczach gospodarzy. Nie wystarczyło to jednak do wygranej.

Powitanie "Melo" w Nowym Jorku było tej nocy tematem numer jeden nie bez przyczyny. Tłumnie zebrani, rozszaleni kibice, filmiki video, LaLa Vasquez w pierwszym rzędzie, wreszcie gorąca owacja przy prezentacji - wyglądało to jak rockowy koncert, a nie mecz koszykówki.

Byliśmy także świadkami zaciętej końcówki - "w tym momencie to sprowadziło się jednak do basketu" - żartował Anthony.

"To był jego normalny występ i to jest największy komplement. Ustawisz go na dowolnej pozycji, dowolnym boisku, dowolnym miejscu na ziemi, a on rzuci dla Ciebie 27 punktów i zbierze 10 piłek" - komentował zachwycony Mike D'Antoni.

Przed meczem "Melo" stwierdził, że Knicks mogą rzucać 120 punktów na mecz. Dowodem na to miał być ten występ - przed rozpoczęciem spotkania gracze nie odbyli nawet jednego wspólnego treningu.

Ciekawą wypowiedź dał nam Amar'e - potrzebujemy ofensywnego zagrożenia, kiedy siedzę na ławce. On nim jest. "Stat" nie ma więc wątpliwości, że Knicks to jego drużyna. Czy "Melo" nie uważa przypadkiem podobnie?

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp