Lakers przełamali złą passę, rozbili Hawks
Słabiutka dyspozycja aktualnych Mistrzów NBA, Los Angeles Lakers, była jednym z głównych tematów przed All-Star Weekendem i wymianą Carmelo Anthony'ego.
"Jeziorowcy" przegrali aż trzy spotkania z rzędu. Ta seria już jednak za nimi. We wczorajszym spotkaniu nie dali szans drużynie Atlanty Hawks, wygrywając wysoko 104:80.
Do zwycięstwa gospodarzy poprowadził nie kto inny, jak MVP niedzielnego Meczu Gwiazd, Kobe Bryant. "Black Mamba" zdobył 20 punktów, a Pau Gasol dołożył 14 oraz 11 zbiórek. Jeszcze trzech innych zawodników LA Lakers zdobyło 10 i więcej punktów. W drużynie przeciwnej najlepszymi strzelcami również byli All-Starzy - Joe Johnson (14) i Al Horford (13).
Przed spotkaniem miała miejsce miła ceremonia. Josh Powell, Mistrz NBA z 2010 roku, który latem przeniósł się do ATL, odebrał swój mistrzowski pierścień.
Pau Gasol doskonale rozumie, dlaczego wszyscy wokół jego zespołu panikowali, ale uważa, że w ich przypadku należy być spokojnym - "Jesteśmy elitarnym klubem. Możemy dominować. To po prostu nie działo się na razie zbyt systematycznie. Cieszymy się, że dziś to się udało, ale musimy to ciągle i ciągle powtarzać."
Mecz przebiegał raczej bez historii. Wygłodniali zwycięstw Lakers rzucili się na Hawks od pierwszych minut i widać było ich wyżej wspomnianą "dominację". "Jastrzębie" ani na chwilę nie pomyśleli o comebacku.
"Mieliśmy długi lot" - mówił filozoficznie o złej passie Phil Jackson. "Wiemy jak to jest, mieliśmy krótki okres odpoczynku, więc dobrze zagrać takie spotkanie."