Carmelo Anthony w New York Knicks!

Dodano: 22 lutego 2011 12:52
Carmelo Anthony w New York Knicks!
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna
Obraz własny

Drodzy czytelnicy Koszykówka.net - Melodramat zakończony! Już nie przeczytacie ani jednej plotki transferowej o Carmelo Anthonym!

"Melo" został w wymianie oddany do New York Knicks! Wraz z nim powędrowali Chauncey Billups, Renaldo Balkman, Anthony Carter i Shelden Williams, a do Denver Nuggets przenieśli się Wilson Chandler, Raymond Felton, Danilo Gallinari, Timofey Mozgov i Draft Picki.

Wymiana, której jesteśmy świadkami z pewnością jest z gatunku tych, które mogą zmienić układ sił nie tylko w Konferencji Wschodniej, ale i właściwie w całej NBA. Trade ten ma tyle aspektów, podtekstów, punktów widzenia, blisko i daleko idących implikacji, że chyba nie sposób zebrać to wszystko w jednym artykule. Postaram się jednak naświetlić najważniejsze z punktu widzenia kibica NBA konsekwencje transferu Carmelo Anthony'ego do New York Knicks.

Zacznijmy przede wszystkim od tła i kontekstu tej wymiany. Dlaczego w ogóle do niej doszło? "Melo" jest graczem określanym jako "superstar player", czyli absolutny top graczy NBA. Na tej półce klasyfikuje się może 9-12 zawodników w lidze, więc za każdym razem, kiedy taki koszykarz wchodzi na rynek, managerowie i telefony w siedzibach klubów szaleją. Lato 2010 było jednak wyjątkowo bogate w superstar free agents. Kluby zmienili między innymi LeBron James, Chris Bosh, Amar'e Stoudemire czy Carlos Boozer. Blisko rynku był też Dwyane Wade, który jednak został u siebie. Jak widzimy, było w czym wybierać i wśród nich Anthony miał pewną przewagę - nie musiał walczyć wtedy o kontrakt, by za rok stać się celem numer jeden. Zawdzięczał to wcześniej przedłużonej o rok umowie z Denver Nuggets. Od lipca było jednak wiadomo, że Carmelo chce przenieść się do Nowego Jorku. Powodem tego był fakt, że do "Big Apple" zawitał Amar'e Stoudemire, była więc szansa na odbudowanie potęgi tej legendarnej organizacji.

"Melo" wcale nie przypadkowo tak bardzo interesował się wydarzeniami wokół Knickerbockers. Jest nowojorczykiem z urodzenia, wychował się w blokach Red Hook na Brooklynie, a młodzieńcze lata spędził na tamtejszej uczelni Syracuse w zespole Pomarańczy. Cała jego młodość i stan umysłu były w Nowym Jorku i właśnie dlatego jego serce bije dla tego miasta. Przeprowadzka do górzystego Kolorado było jak zmiana kontynentu dla Europejczyka. To był inny świat. Neony Broadway'u zamienił na skyline Gór Skalistych, górujący nad "Mile-High City". Nie prędko mógł jednak wrócić do NYC. Systematycznie budował swoją pozycję gwiazdy na parkiecie Pepsi Center, co nie szło łatwo. Został All-Starem nieco później niż jego koledzy z Draftu - LeBron James czy Dwyane Wade. Kiedy jednak jego pozycja jako superstrzelca była już oczywista, zaczęły się delikatne sygnały, że Anthony chce znów biegać po nowojorskich parkietach.

I zaczęła się "MeloDrama". Ciągnęła się od sierpnia i męczyła wszystkich dziennikarzy, kibiców pewnie także. Nie sposób było już czytać o wszystkich propozycjach ewentualnych wymian. Najczęściej jednak pochodziły one z Nowego Jorku, chociaż rosyjski miliarder Mikhail Prokhorov i jego New Jersey Nets też starali się go zatrudnić. Na nic to się zdało - stało się to, co musiało się stać. Drodzy kibice Knicks - Carmelo Anthony jest teraz Waszym graczem.

Co to oznacza dla tego klubu? Trudno powiedzieć w jednym zdaniu. Najpierw fakty. Knicks mają teraz na skrzydłach dwie supergwiazdy i trenera preferującego szybki styl gry. Mają doskonałego rozgrywającego w osobie Chauncey'a Billupsa, który może w Play-Offach trafiać kluczowe trójki i doskonale dyryguje grą. To nie potrwa jednak długo - "Mr. Big Shot" ma już swoje lata i jego czas w tej lidze wkrótce minie. Musi więc boleć oddanie Raymonda Feltona, który gra sezon na miarę MIP i  jest o całe 8 lat młodszy. Do tego doskonale odnajdywał się w run'n'gun.  Mniej boli oddanie Timofey'a Mozgova - rosyjskiego środkowego jakich wielu. Wilson Chandler i Danilo Gallinari rzucali sporo punktów, ale nie są wyjątkowi - ich brak zrekompensuje obecność "Melo",  który nie dość, że dostarczy tony punktów, rozciągnie obronę rywali, skupi ich na sobie i otworzy pas dla "Stata". Anthony Carter, Renaldo Balkman i Shelden Williams skupią się raczej na zapewnieniu głębi składu, niż na realnym wkładzie w rotację. Umowy Cartera i Williamsa wygasają zgodnie w czerwcu, Balkman natomiast zarobi po 1,675 mln $ za 2 następne sezony.

Denver Nuggets stracili filar organizacji w ostatniej dekadzie i jednego z najbardziej utalentowanych zawodników w swojej historii, ale zyskali rozwojowych, obiecujących strzelców (Chandler, Gallinari), solidnego rozgrywającego na lata, który umowżliwia walkę o Mistrzostwo NBA (którego brak np. w Miami Heat), zmiennika dla Nene (UPDATE: klub po wymianie błyskawicznie chce przedłużyć umowę Brazylijczyka) , ale przede wszystkim Draft Picki, które mogą się okazać największym zwycięstwem GM Masai Ujiri i "Bryłek". Czemu? Pamiętacie wczorajszy artykuł o Drafcie? Jeżeli rzeczywiście w nowym CBA wprowadzony zostanie hard cap, to w 2012 czy 2013 roku Knicks będą mieli w składzie 7-8 graczy. A Nuggets zyskują szansę na wybranie w Drafcie jednego dobrego w pierwszej rundzie 2014 (Bradley Beal?!) i szansę na dwóch kolejnych w 2012 i 2013. Ulżyli też sobie, jeżeli chodzi o pulę płac - do tej pory płacili za kontrakty aż 83 mln $ i byli pod tym względem 5. zespołem ligi.

Kto jest więc moralnym zwycięzcą tej wymiany? Moim zdaniem sam Anthony oraz jego były już klub. Dla Knicks stało się to, co stać się musiało. Pozyskali Carmelo. Ale jakim kosztem? Przysłowiową połową składu. Latem 2011 mogli go mieć za darmo. Tymczasem mają w zamian Renaldo Balkmana, starzejącego się rozgrywającego, widmo hard cap zaglądające w oczy i przede wszystkim stracili szansę na Chrisa Paula i Dwighta Howarda. Czy było warto? To pytanie należy zadać Jamesowi Dolanowi, nielubianemu w USA właścicielowi Knicks, na codzień posiadającego potężną sieć kablówek oraz Isiah Thomasowi, który w ostatnich dniach znów odzyskał głos w tym klubie. Wszystko na przekór Donnie Walshowi, który posprzątał bałagan, który zostawił po sobie Thomas i jest głównym kandydatem do nagrody Urzędnika Roku, obok Pata Riley'a. W nagrodę może stracić pracę, bo jego kontrakt dobiega końca...Starzy dobrzy Knicks. Znów niesnaski. A "Melo" może zacierać ręce - wykorzystał siebie samego jako kartę przetargową i ugrał sporo dla swojego byłego już klubu. Nie pozostawił ich na ludzie. Ujiri zyskał na tej wymianie ile tylko mógł. Pomyślcie o tym, że latem Anthony odszedł by za darmo...

Istotnym czynnikiem godnym rozważenia jest czas. Do końca sezonu zasadniczego około 30 spotkań. Knicks raczej nie dogonią pierwszej piątki w swojej Konferencji. Bardziej jednak istotne jest, czy będą potrafili zgrać się, aby ugrać coś już w tegorocznych PO. Wbrew pozorom dopasowanie dwóch gwiazd do Billupsa i D'Antoniego może nie być takie proste, zwłaszcza spoglądając na miernie wyglądającą ławkę rezerwowych. Miami, Boston, Chicago i Orlando wyglądają w tym momencie dużo solidniejszych, zbilansowanych i na zbudowanych z większym rozmysłem. Co gorsza - te Play-Offy mogą być jedną z ostatnich szans Knicks na ugranie czegoś w tym składzie. Zakładając hard cap, umowa Billupsa wygasa w 2012. Kto potem będzie rozgrywał? Kto będzie grał, gdy Shaq albo LeBron wymuszą dwa szybkie faule Stouremire'a/Anthony'ego? To pytanie kierować należy do Dolana i Thomasa.

Czy przejście "Melo" jest zmianą układu sił w całej lidze? Być może. Boston, Miami, Orlando, Chicago, Atlanta, Nowy Jork - te sześć zespołów posiada teraz składy zdolne powalczyć o Mistrzostwo NBA. Po drugiej stronie USA mamy San Antonio, Los Angeles, Dallas, może Oklahomę. Czyżby karta się odwróciła i lepsza koszykówka wróciła nad Atlantyk?

Co teraz z Nuggets? Trudno powiedzieć. Może im grozić nawet wypadnięcie z Play-Offs. Marcin Gortat i jego Phoenix Suns mogą się cieszyć - jeden z konkurentów znacznie osłabł. "Słońca" mogą więc realnie myśleć o powrocie do strefy PO. Tak daleko idących komplikacji tego trade'u nie mam zamiaru jednak opisywać, bo powstałaby książka.

Uzupełniającą wymianę Melo transakcją jest jeszcze jeden trade Nowego Jorku. Do Minnesoty Timberwolves oddano legendarny kontrakt Eddy Curry'ego, niezadowolonego Anthony Randolpha i 3 mln $ w gotówce za Corey Brewera, który ma szansę na pierwszą piątkę w Knicks. Randolph może być natomiast starterem "Leśnych Wilków", obok Michaela Beasley'a i Kevina Love'a'. Niezły ruch Davida Kahna - zapłaci za 30 spotkań Curry'ego, potem umowa dobiega końca, a ponadto pozbył się tłoku na pozycjach 2-3 (Brewer) i uzupełnił front court. Knicks natomiast rozwiązali problem Randolpha i oczyścili klubowy budżet na przyszłość.

Przewidywana pierwsza piątka Knicks: Billups, Brewer, Fields, Anthony, Stoudemire

Przewidywana pierwsza piątka Nuggets: Felton, Smith (Afflalo), Chandler (Gallinari), Martin, Nene

Kwestią, która na pewno będzie szeroko dyskutowana, stanowiąca tło wymiany Carmelo jest - czy supergwiazdy mają teraz decydujący głos w lidze i mogą manipulować pracodawcami na tyle, żeby to oni mieli kontrolę nad całą sytuacją? Najpierw LeBron i Chris Bosh, teraz Carmelo. Cała trójka zostawiła kluby z mniejszych miast, aby zgrupować się z innymi gwiazdami i tworzyć superzespły w wielkich miastach. W tych kategoriach rozważać też sytuacje Carlosa Boozera. Czy liga NBA nie straci na zbilansowaniu? Czy grozi jej polaryzacja? Czy wielkie zespoły mogą powstawać tylko w metropoliach? Póki co ratingi oglądalności idą w górę błyskawicznie, Stern pewnie zaciera ręce. To jednak krótkotrwała równowaga. Jak te ruchy wpłyną na ligę w długim czasookresie? Nie sposób przewidzieć.

Debiut nowego składu New York Knicks już jutro, przeciwko Milwaukee Bucks. Natomiast w niedzielę prawdziwy hit w telewizji ogólnokrajowej. ABC pokaże starcie Knicks z Miami Heat!

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp