W cieniu ASW - rozmowy o uniknięciu lockoutu

Dodano: 21 lutego 2011 17:58
W cieniu ASW - rozmowy o uniknięciu lockoutu
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna
Obraz własny

Podczas kiedy oczy kibiców zwrócone były w ten weekend głównie na parkiet w Staples Center, uwaga właścicieli i kierownictwa NBA była skierowana zupełnie gdzie indziej.

W Los Angeles miało miejsce być może przełomowe spotkanie w sprawie podpisania CBA.

W piątkowe popołudnie, poprzedzające mecz Rookies - Sophomores spotkali się Derek Fisher (reprezentujący interesy unii zawodowych koszykarzy grających w NBA) oraz część z właścicieli klubów występujących w najlepszej ligi świata, wśród nich m.in. Mark Cuban i Michael Jordan. Temat rozmów był oczywiście ten sam - nowa CBA (collective bargaining agreement). Tylko podpisanie tego złożonego kontraktu na czas pozwoli uniknąć lockoutu, którego nie chce chyba nikt. Uderzyłby on we wszystkich począwszy od graczy, przez kluby, na dziennikarzach i kibicach kończąc.

Pojawiło się światełko tunelu.

Piątkowe, dwugodzinne negocjacje były prowadzone w atmosferze większego porozumienia i zostały pozytywnie odebrane przez środowisko. Taki klimat rozmów jest bardzo ważny. Niestety, jedynym konkretem z nich płynącym jest to, że w najbliższym czasie przedstawiciele koszykarze usiądą do rozmów "przy okrągłym stole" ze wszystkimi trzydziestoma właścicielami naraz. Możemy z tego chyba wnioskować, że gracze przemyśleli swój status i są gotowi do rozmów i podjęcia dyskusji o kompromisie. Bo pewne jest jedno - będą musieli zrezygnować ze sporych pieniędzy. Żadnych szczegółow jednak nie omówiono.

Wyrazy uznania za zrealizowanie tego postępu należą się właśnie rozgrywającemu Los Angeles Lakers. To od niego wyszła inicjatywa i to on rozpoczął spotkanie od poruszającego ponoć przemówienia. Przedstawił w nim bardzo przekonująco stanowisko graczy, jak twierdzi Billy Hunter, szef organizacji. To nastroiło pozytywnie właścicieli.

Opóźniające się podpisanie CBA (warunek funkcjonowania NBA) spowodowane jest oczywiście kryzysem ekonomicznym. USA były dotknięte nim chyba w największym stopniu. Kieszenie właścicieli znacznie się opróżniły, stąd chęć zaciśnięcia pasa. Naturalną reakcją koszykarzy w tej sytuacji jest sprzeciw.

Oprócz tego głównymi punktami spornymi w tegorocznym kontrakcie są tzw. "hard cap". Najprościej mówiąc - chodzi o to, aby żaden klub nie wychodził poza ustalany poziom maksymalny płac zwany salary cap. Obecnie funkcjonuje on tylko w teorii, bo w praktyce szereg odstępstw (tzw. exceptions) pozwala bogatszym na zatrudnienie większej ilości (i co za tym idzie gromadzeniu lepszych składów) graczy. Zwolennikami wprowadzenia hard cap, czyli absolutnie nieprzekraczalnego salary cap są właściciele słabszych klubów. Pozwoli to uniknąć tworzeniu "superzespołów", takich jak mamy w Miami czy jaki szykuje nam się w Nowym Jorku. Sprawia to, że liga staje się mniej konkurencyjna. Drugą kluczową zmianą są zapisy w kontraktach, które mają po prostu zracjonalizować zatrudnianie graczy, aby uniknąć horrendalnie wysokich umów Eddy Curry'ego, Jamesa Jonesa, Rasharda Lewisa i szeregu innych wpadek. Przepłacanie zawodników jest obecnie na porządku dziennym w NBA.

Miejmy nadzieję, że uda się uzyskać porozumienie na czas. Jedno jest pewne - zegar tyka coraz szybciej, a wraz z upływem dni będzie wzrastała presja. Ta nigdy nie sprzyja dobrej atmosferze i raczej pogłębia spory i konflikty, niż prowadzi do porozumień. Termin upływa 30. czerwca.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp