Rekord kariery Rose'a w wygranej ze Spurs
Rzadko się zdarza, aby jeden zawodnik był w stanie rozmontować obronę San Antonio Spurs - jedną z najlepszych w ciągu ostatniej dekady.
Wczorajszej nocy Derrick Rose pokazał jednak, że jest w życiowej formie. Dzięki jego rekordowi kariery "Byki" odniosły bardzo ważne zwycięstwo.
Dzięki niemu Chicago Bulls wygrali już 15 z ostatnich 16 spotkań we własnej hali i stają się prawdziwym postrachem ligi. Natomiast dla San Antonio Spurs ze statystycznego punktu widzenia była to bardzo bolesna porażka. Przez nią zespół ma teraz bilans 46-10, a miał szansę być jedyną drużną w NBA, która przed tegorocznym All-Star Weekend ma jednocyfrową liczbę porażek na koncie. Wątpię jednak, aby ktoś w Teksasie się tym przejął.
Wróćmy do meczu. Derrick Rose był absolutnie nie do zatrzymania w swoich podkoszowych wejściach. Rzucił aż 42 punkty (przy dobrej skuteczności 18/28 z gry) i asystował 8-krotnie, prowadząc swój zespół do zwycięstwa z najlepszą drużyną NBA. 19 "oczek" dorzucił Luol Deng. W ekipie gości wyróżnił się vis-a-vis D-Rose'a, Tony Parker, który zanotował 26 punktów, a Tim Duncan, który zastąpi w pierwszej piątce Zachodu w Meczu Gwiazd Yao Minga, miał ich 14.
"Byki" bardzo szybko złapały rytm i uzyskały przewagę oscylującą wokół 10 punktów po pierwszej kwarcie. "Ostrogi" goniły cały mecz, zbliżały się na 1-2 punkty, ale za każdym razem gospodarze odskakiwali, by wreszcie wygrać 109:99.
"Mamy teraz bardzo dużo pewności siebie. Wiemy, że możemy wygrywać z czołowymi drużynami ligi. Musimy to utrzymać" - mówił bohater wieczoru. Pod jego adresem publiczność zgromadzona w United Center krzyczała "MVP!"
Komplementował go także trener rywali, Gregg Popovich - "Świetne w nim jest to, że wygląda na to, że uwielbia mieć na sobie presję. Lubi mieć ciężar na swoich barkach." Wtórował mu Tom Thibodeau - "to był niesamowity występ, świetne umiejętności przywódcze".
Rose'a będziemy mogli oglądać już w niedzielę w Meczu Gwiazd NBA 2011 w Los Angeles, w pierwszej piątce Wschodu.