Bobcats rozbili wyczerpanych Lakers
Czy były to największe zwycięstwo Charlotte Bobcats w tym sezonie? Bardzo możliwe.
Gospodarze wznieśli się wczoraj na wyżyny umiejętności i trafili na wyczerpanych serią meczów wyjazdowych Mistrzów NBA. Efekt? Ponad dwudziestwopunktowa wygrana z Los Angeles Lakers.
Jej autorami byli głównie Gerald Wallace (20 punktów) i Boris Diaw (16), ale wybitnie spisali się też rezerwowi - Nazr Mohammed (16) i Gerrald Henderson (18). Świetnie spotkanie w wykonaniu tej czwórki kontrastowało z niemrawą i powolną grą gości. W ich szeregach Kobe Bryant miał 20 "oczek", ale w drugiej kwarcie dwukrotnie nie dorzucił do kosza z dytansu. Pryznam szczerze, że nigdy w życiu nie widziałem aż tak dużych kłopotów strzeleckich "Black Mamby".
Gospodarze wyczuli zmęczenie "Jeziorowców" i zaatakowali od pierwszej kwarty. Po pierwszych 24 minutach prowadzili 6 punktami, a w drugiej odsłonie systematycznie powiększali przewagę. Udawało im się wszystko - trafili 8 rzutów z dystansu (na 21 prób) przy tylko 3 trójkach LA Lakers.
O ich poziomie frustracji po tym meczu świadczyć może fakt, że Phil Jackson poświęcił po nim reporterom...5 sekund, po czym odszedł. KB24 w ogóle nie zatrzymał się i nie powiedział dziennikarzom niczego.
To druga porażka panujących Mistrzów NBA z rzędu - po niedzielnej wpadce z Orlando Magic.
Słowa "Zen Mastera" brzmiały - "Jestem po prostu zażenowany tym, co zrobiliśmy. Dziękuję."
Honoru teamu bronił na konferencji prasowej Derek Fisher - "Wszystko co robimy jest porównywane do tego, czego dokonaliśmy przez ostatnie dwa sezony. To jest jednak zupełnie inna drużyna. Pół składu jest nowe, więc ciągle się siebie uczymy."
Charlotte Bobcats zdają się jednak mieć od kilku lat sposób na Lakers - "Może i są więksi od nas, ale to my jesteśmy bardziej atletyczni" - mówił Stephen Jackson. "Podnosimy się i biegamy po parkiecie. Możemy kontrolować ich wysokich oraz Kobe'go. Dlatego wypadamy lepiej."