Lakers ostatnią szansą dla Joe Smitha
Dodano: 14 lutego 2011 20:56
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna/hoopsworld.com
Zdjęcie: MediaWiki
Los Angeles Lakers są dwunastym zespołem, z którym Joe Smith łączył swoją przygodę w NBA. Przenoszenie się nigdy nie było łatwe dla zawodników. Doświadczony weteran wierzy jednak, że ekipa z Los Angeles będzie jego ostatnią przystanią w najlepszej lidze świata i to z nimi zdobędzie swoje upragnione pierwsze mistrzostwo.„Jestem na to (mistrzostwo) gotowy! Zapomnijcie o pojedynczych spotkaniach w playoffach, czy nawet seriach. Liczy się tylko zwycięstwo w Finałach.” – opowiada Joe. Ta szansa nie byłaby prawdopodobnie w jego zasięgu, gdyby nadal grał dla Nets. Ku radości zawodnika, na początku sezonu do skutku doszła jednak wymiana, dzięki której trafił do L.A. Był to czas, kiedy poza grą był Andrew Bynum i Jeziorowcy pilnie potrzebowali wzmocnienia pod koszem. Opłacalną opcją okazało się wtedy oddanie obrońcy w zamian za doświadczonego podkoszowego. Właśnie w taki sposób doszło do wymiany Joe Smith–Sasha Vujacic, na linii Lakers-Nets. „Tu jest inaczej niż w New Jersey. Nie pełnie już tylko roli nauczyciela młodych, bo jest tu wielu weteranów, od których mogą się oni uczyć każdego dnia. Oni zresztą już wiedzą jak się wygrywa, dzięki czemu to zupełnie inny zespół.” – dodaje 36-latek. W tym roku wciąż aktualni mistrzowie przechodzili już jednak sporo problemów wewnętrznych i mieli okresy, w których grali w kratkę. Smith nie obawia się jednak o to, że zdobycie pierścienia w tym roku może być dla nich dużo trudniejsze, niż w dwóch poprzednich sezonach: „Nie jestem w tej lidze od wczoraj. Ten team oglądałem grając jeszcze w poprzednich drużynach i z tego co pamiętam, to zawsze miewali pewne kłopoty w połowie rozgrywek. Nie miało to jednak wpływu na ich grę w maju i czerwcu. Zmieniali się wtedy w inny – zwycięski – zespół.” Jak na razie Joe nie dostaje wielu szans na wykazanie się w nowym otoczeniu, ale podkreśla, że nie jest to dla niego żadną nowością: „Trzeba być cierpliwym. Muszę dokładnie zrozumieć te schematy obrony i ataku. Ciągle czekam na swoją szansę, jeśli jednak będziemy wygrywać bez mojej pomocy, to nic strasznego się nie stanie. Każdy musi znać swoją rolę w danym momencie. Naprawdę trudno jest się dobrze wkomponować w połowie sezonu w nową rotację i jeszcze znaleźć w niej dla siebie dużą szansę na grę.” – kontynuuje wybrany z pierwszym numerem draftu 1995 – Joe. W międzyczasie Smith cieszy się jednak z tego, że pierwszy raz w karierze ma szansę grać w klubie z Los Angeles: „To jest zadziwiające” – odpowiedział na pytanie, o kibiców i całą otoczkę wokół organizacji Lakers. „Podam Wam prosty przykład: Kiedy zostałem tu wysłany w wymianie moje konto na twitterze miało około 100 ”followersów” (śledzących). W trzy dni po transferze śledziło mnie już ponad 3000 ludzi. To szaleństwo na punkcie „Jeziorowców” widać tu na każdym kroku, każdego dnia. Nigdy nie spotkałem się z niczym podobnym.” Smith nigdy w swojej przygodzie z ligą zawodową nie zdobył mistrzostwa, ani nawet nie grał w Finałach. Jego czas ucieka już coraz szybciej, a Lakers mogą być jego ostatnią szansą na spełnienie marzeń. Joseph, bo tak brzmi jego pełne imię, może i jest znany w lidze głównie, jako ”podróżnik”, jednak każdy, kto był jego klubowym kolegom lub trenerem choćby przez kilka miesięcy, potwierdzi też inną krążącą o nim powszechnie opinię… Mianowicie opinię o jego niesamowitej etyce pracy, posłuszeństwu zaleceniom trenera i wysokiemu współczynnikowi profesjonalizmu. Na sam koniec rozmowy, sympatyczny podkoszowy zapewnia jeszcze dziennikarzy, że o swoje minuty nie będzie walczył na siłę. Dodaje jednak, że faza posezonowa to tzw. ”czas weteranów”, w którym to właśnie zawodnicy jak on pomagają wygrywać większość potyczek. Joe wierzy więc, że jego czas przyjdzie w Finałach.