Lakers nadal królują w Nowym Jorku

Dodano: 12 lutego 2011 11:32
Lakers nadal królują w Nowym Jorku
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna, zdjęcie: espn.com
Obraz własny

Pojedynki drużyn z Los Angeles i Nowego Jorku zawsze cieszą się ogromnym zainteresowaniem mediów i kibicow, bo są pojedynkami o prestiż dwóch najbardziej dumnych miast Stanów Zjednoczonych. Tym razem atmosfera była gorętsza niż zwykle, bo obie drużyny są w czołówce swoich konferencji.

Mimo ogromnej mobilizacji Madison Square Garden znów oglądała teatr jednego aktora w wykonaniu Kobe Bryanta, a goście wygrali wysoko 113:96.

"Black Mamba" miał tej nocy 33 punkty i aż 10 zbiórek, ale aby przekonać się o tym, jak bardzo zdominował ten mecz, trzeba go było po prostu obejrzeć. New York Knicks nie  mieli na niego absolutnie żadnej odpowiedzi w obronie. Większość jego rzutów była z trudnych pozycji, jednak perfekcyjnie ułożona. Danilo Gallinari czy Landry Fields mieli ręce niemalże na jego twarzy, ale KB24 i tak trafiał w swoim stylu.

Miał do pomocy agresywnego Pau Gasola (20) i efektownego Shannona Browna (12). Nie zapominajmy też o kolejny świetnym występie z ławki Lamara Odoma (14). W ekipie gospodarzy na miarę oczekiwań zagrali chyba tylko Amar'e Stoudemire (24, 10 zbiórek) Raymond Felton (20, 7 asyst).

"Jeziorowcy" komfortową przewagę zbudowali w pierwszej połowie, aby w drugiej spokojnie kontrolować przebieg meczu. Było to ósme z rzędu zwycięstwo tego zespołu nad rywalami z Nowego Jorku.

"Chcieliśmy zagrać dobrze od początku, ale oni trochę na nas naskoczyli. Do nich należała inicjatywa w pierwszych momentach, dlatego zacząłem próbować grać sam, żeby przejąć inicjatywę. Wiem, że kiedy trafię dwa-trzy rzuty z rzędu wszyscy zaczynają mówić To jedna z tych nocy!, a to zabiera inicjatywę" - mówił Bryant.

"Kobe wyrzucił nas z tego meczu i zabrał nam trochę serca" - mówił trener Mike D'Antoni. "Trafił sporo trudnych rzutów, zwłaszcza w pierwszej kwarcie."

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp