Fenomenalny Turów
Przed spotkaniem mało kto spodziewał się takiego przebiegu. Zgorzelczanie od pierwszych minut dominowali nad będącym ostatnio w lepszej formie Mistrzem Polski i już do przerwy wygrywali różnicą 12 punktów. Ojcem sukcesu PGE Turowa po raz kolejny okazał się Konrad Wysocki.
28 letni zawodnik w najważniejszych momentach brał na siebie ciężar gry i bez kłopotów radził sobie z defensorami Asseco Prokomu.
Prawdą jest jednak, że tego wieczoru obrona gdynian nie funkcjonowała najlepiej. Właściwie przez trzy kwarty podopieczni Tomasa Pacesasa w znacznym stopniu ustępowali rozpędzonym graczom Turowa i mimo szerokiej rotacji, do końca pozostawali na przegranej pozycji. Szczególnie nieudana w wykonaniu gości była trzecia „ćwiartka”, kiedy to zdobyli jedynie 8 punktów, czym wprawili w osłupienie wszystkich ekspertów.
Słabiej niż zwykle zaprezentował się Filip Widenow. Bułgar, choć zapisał na swoim koncie 14 „oczek”, zbyt często podejmował błędne decyzje, które skutkowały stratami piłki. Nieoczekiwanie zastąpić go próbował Robert Witka, ale w pojedynkę nie był w stanie wiele zdziałać. Asseco Prokom uratował przynajmniej po części honor, dzięki pogoni w ostatnich minutach. Wykorzystując chwilę nieuwagi pewnych siebie gospodarzy, gdynianie odrobili pewną część strat i ostatecznie przegrali różnicą 9 punktów. Nie zmienia to jednak, faktu, że na tle solidnego PGE Turowa, trójmiejski team wypadł mizernie.
PGE Turów Zgorzelec - Asseco Prokom Gdynia 72:63 (21:16, 21:14, 14:8, 16:25)
PGE Turów: Konrad Wysocki 14, Ivan Koljević 12, David Jackson 11, Marko Brkić 10, Michael Kuebler 6, Bartosz Bochno 5, Robert Tomaszek 4, Ivan Zigeranović 4, Torey Thomas 3, Michał Gabiński 3, Mateusz Jarmakowicz 0.
Asseco Prokom: Filip Widenow 14, Daniel Ewing 13, Robert Witka 12, Ronnie Burrell 9, Piotr Szczotka 5, Adam Hrycaniuk 5, Ratko Varda 3, Courtney Eldridge 2, Mateusz Kostrzewski 0, Łukasz Seweryn 0.