Lakers pobici u siebie przez Kings
Mistrzowie NBA, Los Angeles Lakers przegrali niespodziewanie przed własną publicznością z Sacramento Kings 95:100 ponosząc tym samym 14 porażkę w sezonie.
Bohaterem "Królów" został DeMarcus Cousins, który tego dnia był zbyt wymagającym przeciwnikiem dla Pau Gasola czy Andrew Bynuma. Tegoroczny debiutant grał bez respektu dla Mistrzów zdobywając w sumie 27 punktów oraz 10 zbiórek.
Czuję się, jakbym zdobył mistrzostwo - powiedzial Cousins po meczu.
Spore wsparcie miał także w osobie Samuela Dalemberta - 18pkt, 5zb oraz Landry'ego, który dołożył 12 pkt i 10 zb. W bardzo ważnych momentach trafiał Casspi (20pkt,8zb) i dzięki jego celnym "trójkom" gospodarzom nie udawało się dogonić Kings.
Wśród gospodarzy meczu najlepiej zagrał Kobe i przyznać trzeba, że miałby wsparcie w kimkolwiek jeszcze poza Brownem, to Lakers powinni ten mecz wygrać. A tak, zdany wyłącznie na siebie "trzymał" wynik jedynie przez okres dwóch kwart zdobywając w całym meczu 38 punktów (13/27 z gry). Beznadziejne zawody rozegrał duet skrzydłowych - Artest/Odom, którzy trafili tylko jeden rzut z gry na 12 oddanych.
Bryant zdobywając dzisiaj 38 punktów prześcignął na liście wszechczasów Hakeema Olajuwona i ze zdobyczą 26,946 punktów na koncie w karierze zajmuje ósmą pozycję.