Noc w NBA: Niewiarygodny Griffin, świetny Gortat

Dodano: 23 stycznia 2011 11:50
Noc w NBA: Niewiarygodny Griffin, świetny Gortat
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna, bwin.com
Obraz własny

To była szalona noc w NBA.

Świetne występy, game-winnery, kolejne double-double Marcina Gortata, zadziwiający Blake Griffin. Aby nie pominąć niczego istotnego, opiszemy dziś kilka spotkań w krótszej formie.

Detroit Pistons - Phoenix Suns 75:74

Marcin Gortat znów zagrał znakomicie, zanotował trzecie double-double z rzędu (11 punktów, 13 zbiórek), ale w spotkaniu kuzynów to Tracy McGrady mógł cieszyć się ze zwycięstwa, a Vince Carter zagrał słabo (tylko 3/11 z gry). Najlepszym strzelcem gospodarzy był Tayshaun Prince (17), który rzucił też decydujące rzuty wolne, które przesądziły o losach spotkania.

New Jersey Nets - Dallas Mavericks 86:87

Pierwsze ze spotkań, które rozstrzygnęło się w ostatniej sekundzie. Dirk Nowitzki trafił z półdystansu na równo 6 przed końcową syreną i to goście mogli cieszyć się ze zwycięstwa. Niemiec rzucał tej nocy fatalnie, ale w kluczowym momencie pokazał, że jest liderem. Najlepszym strzelcem gości był, uwaga, Tyson Chandler (19 + 8 zbiórek), natomiast Brook Lopez rzucił aż 24 "oczka". "W końcówkach meczów mamy tylko jedno miejsce, do którego się udajemy" - mówił o powierzeniu decydującego rzutu Dirkowi trener Rick Carlisle.

Oklahoma City Thunder - New York Knicks 101:98

Ta noc w Oklahoma City należała do Kevina Duranta. Najlepszy strzelec NBA trafił trójkę i wygrał ten mecz dla gospodarzy, zapewniając nowojorczykom szóstą porażkę z rzędu. Przy remisie po 98 Raymond Felton miał szansę wygrać ten mecz, ale spudłował z półdystansu. W odpowiedzi KD trafił niesamowitą trójkę z odchylenia równo z końcową syreną. Jeden z najładniejszych game-winnerów tego sezonu. "Kiedy wypuściłem piłkę z rąk, myślałem, że wszyscy zamilkli. Kiedy wpadła, nie za wiele już słyszałem. Popatrzyłem tylko w stronę ławki." - mówił bohater nocy. KD rzucił 30 punktów.

Miami Heat - Toronto Raptors 120:103

Gospodarze przed tym spotkaniem przegrali 4 razy z rzędu, w dodatku przystępowali do meczu z kanadyjskim rodzynkiem w NBA bez Dwyane'a Wade'a i Chrisa Bosha, co nie wróżyło nic dobrego. LeBron James zdominował jednak Raptors, zdobywając 38 punktów i zbierając 11 piłek. Dobra wiadomość dla kibiców Heat - Mike Miller wrócił do formy. Rzucił aż 32 "oczka" (6/11 za 3)! To jego oczywiście i zdecydowanie najlepszy wynik w tym sezonie. Zza łuku 4 z 7 rzutów trafił też Eddie House. DeMar Derozan miał 30 punktów, a Andrea Bargnani 28. W czwartej kwarcie miała miejsce zabawna sytuacja, kiedy to sugestywnym zwodem Mario Chalmers niemal powalił Jose Manuela Calderona.

San Antonio Spurs - New Orleans Hornets 72:96

"Szerszenie" wręcz rozgromiły najlepszą drużnę w NBA! David West miał 18 punktów i 10 zbiórek, poprowadził run 8:0 w trzeciej kwarcie, z resztą nie jedyny, bo gospodarze mieli też run...21:0. Do przerwy prowadzili zaledwie 3 punktami, ale druga połowa była w ich wykonaniu pokazowa. Już pierwsza kwarta mogła jednak zwiastować nieszczęście, kiedy to Emeka Okafor zablokował 2 rzuty z rzędu.

Chicago Bulls - Clevaland Cavaliers 92:79

Jedynym faktem, który warto przytoczyć w tym spotkaniu rywali z Central Division jest to, że dla Cavs była to...16 porażka z rzędu. Podopieczni Byrona Scotta są w ciemnym tunelu i światełka nadal nie widać, co gorsza nie zanosi się na poprawę sytuacji, a coach nie ma raczej pomysłu na team. Derrick Rose na swoim poziomie - 24 punkty, 8 asyst.

Washington Wizards - Boston Celtics 85:83

Zemsta Rasharda Lewisa, tak można określić ten mecz. "Sweet Lew" zdobył 18 punktów i zebrał 11 piłek, a gospodarze bardzo niespodziewanie pokonali "Celtów". Kluczową trójkę w niesamowitych okolicznościach trafił John Wall, z 8 metrów, ponad Rajonem Rondo i o tablicę. "Wiedziałem że trafię w tablicę, ale myślałem, że to będzie ciężka cegła. Mogłem połamać tablicę, ale szczęśliwe wpadło.

Los Angeles Clippers - Golden State Warriors 113:109

Na koniec historia wieczoru, którą znów tworzył Blake Griffin, którego sezon debiutancki staje się najgorętszym tematem w NBA. 30 punktów, 18 zbiórek, 8 asyst (7 do przerwy!) i znowu nieprawdopodobne wsady. Radzę obrzejrzeć skrót tego meczu. Niesamowite było jednak to, że po drobnym urazie BG wrócił na parkiet i trafił...za 3 punkty, w decydującym momencie. Czy jest coś, czego on nie potrafi? Stephen Curry miał 32 "oczka".

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp