Polpharma pewnie pokonuje Trefla
W pierwszym meczu 14 koljeki TBL starogardzianie nie dali się zaskoczyć. Dzięki świetnie rozegranym trzem kwartom odnieśli ważne zwycięstwo nad Treflem, rewanżując się tym samym za dotkliwą porażkę z pierwszej rundy.
Sopocianom nie pomógł nawet Filip Dylewicz, zdobywca 22 punktów.
Zgodnie z oczekiwaniami miejscowych kibiców, Polpharma już na samym początku zaczęła dyktować swoje warunki gry. Doskonała współpraca wszystkich zawodników przebywających na parkiecie sprawiła, że starogardzianie bez trudu zapisywali na swoim koncie kolejne punkty. W połowie kwarty prowadzili oni już 14:7, co najlepiej oddawało przebieg pierwszych minut meczu. Spośród wszystkich graczy „Farmaceutów”, najlepiej poczynał sobie Kirk Archibeque. Amerykanin trafił wszystkie rzuty z gry i to w dużej mierze jemu Polpharma zawdzięcza wypracowaną przewagę.
Widząc to, nieco oszołomieni goście musieli natychmiastowo zareagować. Dzięki kilku składnym akcjom udało im się złapać kontakt z rywalem i wydawało się, że za chwilę wynik zacznie oscylować wokół remisu. Jak się później okazało, takie przypuszczenia były mylne. Niebezpieczeństwo tuż po wejściu na boisko zażegnał, bowiem Kamil Chanas. Wychowanek Śląska Wrocław zdobył 5 „oczek” z rzędu i po kilku minutach drugiej odsłony podopieczni Zorana Sretenovicia wygrywali już 30:19. Trefl, nieoczekiwanie w żaden sposób nie potrafił odpowiedzieć na poczynania miejscowych. W trójmiejskim zespole, co prawda bardzo dobrze funkcjonował duet Filip Dylewicz – Dragan Ceranić, ale było to zdecydowanie za mało na świetnie dysponowany kolektyw ze stolicy Kociewia. Oblicza sopocian nie odmienił, także powracający po kontuzji Slobodan Ljubotina, który wyraźnie nie był jeszcze w swojej optymalnej dyspozycji. Gdy tuż przed końcem pierwszej połowy, swoje „trzy grosze” dorzucił jeszcze Robert Skibniewski stało się jasne, że podopiecznym Karlisa Muiznieksa będzie tego popołudnia bardzo trudno o komplet punktów.
Po zmianie stron pewni siebie starogardzianie nadal kontrolowali boiskowe wydarzenia. Dowodzeni przez Deonta Vaughn’a cały czas utrzymywali około piętnastopunktową przewagę, nie pozwalając przeciwnikowi rozwinąć skrzydeł. Trefl odstawał od gospodarzy przede wszystkim pod względem skuteczności. Zresztą nie trafiając tak dużej ilości rzutów trudno myśleć o pozytywnym rezultacie. Jedynym, który wyłamywał się z tej reguły był Dylewicz, ale w pojedynkę podobnie jak w poprzedniej części gry nie był w stanie wiele zdziałać. Niemoc sopocian sprawiła, że w pewnym momencie zaczęli oni uciekać się do nieprzepisowych zagrań. Jednak i to, nie przyniosło wymiernych korzyści, albowiem miejscowi właściwie nie mylili się przy rzutach osobistych. Wszystko to sprawiło, że przed decydującą batalią gospodarze prowadzili 64:51,będąc tym samym o krok od zwycięstwa.
W ostatniej „ćwiartce”, zgodnie z przewidywaniami, aktualni brązowi medaliści potwierdzili swoją klasę i bez najmniejszych problemów dotrwali do końcowej syreny. W międzyczasie jeszcze zaprezentowali kilka ładnych dla oka akcji, które z pewnością pozostaną w pamięci starogardzkim kibicom. Trefl z kolei, nie był w stanie przeciwstawić się temu wszystkiemu i musiał po prostu uznać wyższość Polpharmy. Zaskakiwać może tylko to, że sopocianie tak łatwo dali sobie odebrać zwycięstwo. Gdyby nie pogoń w ostatnich minutach, rozmiary klęski byłyby zdecydowanie większe. Nie ulega jednak wątpliwości, że Trefl podniesie się po taki ciosie, albowiem w obecnym sezonie już niejednokrotnie po serii zwycięstw doznawał przykrej porażki. Ostatecznie wynik brzmiał 11:11 i zawodnicy Polpharmy mogli rozpocząć świętowanie.
Polpharma Starogard Gdański – Trefl Sopot 87:81 (23:17, 21:16, 20:18, 23:30)Polpharma: Deonta Vaughn 24, Kamil Chanas 14, Tomasz Cielebąk 12, Kirk Archibeque 11, Robert Skibniewski 9, Michael Hicks 8, Uros Mirkovic 5, Brian Gilmore 4, Adam Metelski 0 Trefl: Filip Dylewicz 22, Marcin Stefański 13, Paweł Kikowski 9, Dragan Ceranić 9, Lawrence Kinnard 8, Adam Waczyński 6, Giedrius Gustas 5, Slobodan Ljubotina 5, Lorinza Harrington 4, Daniel Szymkiewicz 0