Zapowiedź 14 kolejki TBL
Po dłuższej niż zwykle przerwie spowodowanej Meczem Gwiazd powracamy do ligowych rozgrywek. Co prawda trudno liczyć na to, że znów dane nam będzie oglądać tak efektowne popisy jak kilka dni temu w kaliskiej Arenie, ale tego, co najważniejsze, czyli sportowych emocji z pewnością nie zabraknie.
Weekendowa rywalizacja rozpocznie się w Starogardzie Gdańskim, gdzie miejscowa Polpharma podejmie Trefl Sopot.
W tym wypadku faworyta trudno jest wskazać. Obie drużyny plasują się, bowiem w górnej części tabeli, a w obecnym sezonie nie raz pokonywały lepszych od siebie. Tym razem jednak, któraś z nich zejdzie z parkietu pokonana. Biorąc pod uwagę aspekty pozasportowe, niewielki handicap jest po stronie Polpharmy, ponieważ to ona wystąpi we własnej hali. Warto przy tym dodać, że podopieczni Zorana Sretenovicia przed własną publicznością generalnie nie zawodzą. Czy w starciu z Treflem potwierdzą tą regułę? Zależeć to będzie w dużej mierze od formy sopocian. Prawdą jest, że oprócz zwycięstw mają na swoim koncie kilka zaskakujących porażek w tym ostatnią, pucharową z PBG Basketem Poznań. Jak to wszystko wpłynie na postawę podopiecznych Karlisa Muiznieksa? Kibice i włodarze klubu mają nadzieje, że mobilizująco. A Treflowi akurat dodatkowa koncentracja się przyda z racji choćby braku Slobodana Ljubotiny, który stanowi ważne ogniwo zespołu. Lukę po nim będzie starał się wypełnić Filip Dylewicz. Doświadczony Polak okazuje się nieoceniony w trudnych momentach i jego pojedynki z wysokimi graczami Polpharmy mogą okazać się ozdobą pojedynku. Dodatkowo, wiele zależeć będzie też od obwodowych wśród, których jest m in. Adam Waczyński. Nie można jednak zapominać, że ich najbliżsi rywale w defensywie nie próżnują. Dzięki dobrej organizacji tej formacji, starogardzianie powstrzymywali już niejednego przeciwnika, więc czwarta ekipa poprzedniego sezonu z pewnością nie jest im straszna. A skoro powiedziałem kilka słów o obronie, to warto jeszcze na koniec wspomnieć o ofensywie. Tam, wiele do powiedzenia będzie miał Robert Skibniewski. Wychowanek Śląska Wrocław świetnie czuje się w stolicy Kociewia i jest prawdziwym mózgiem swojego zespołu. Czy ponownie zapewni mu komplet punktów? Zobaczymy w sobotę o godzinie 15.
Nieco mniej kłopotów z odniesieniem zwycięstwa powinni mieć Mistrzowie Polski. Do Gdyni przyjedzie, bowiem przedostatnia ekipa Tauron Basket Ligi, Siarka Tarnobrzeg. Będąc realistą, trudno zakładać, by podopieczni Bogdana Pamuły byli w stanie nawiązać równorzędną walkę z o wiele bardziej utytułowanym rywalem. Sport jednak, bywa nieprzewidywalny, co zresztą potwierdziło pierwsze spotkanie tych zespołów. Wtedy to, niemal przez całą pierwszą połowę wynik oscylował wokół remisu i wielu wyczekiwało już sensacji. Tyle, że do niej nie doszło, a o wygranej gdynian przesądził były już zawodnik Asseco Prokomu, Bobby Brown. To właśnie od odejścia tego gracza rozpoczęły się jakiś czas temu przemeblowania w składzie Mistrza Polski i teraz, tarnobrzeżanom przyjdzie się zmierzyć z trochę odmienioną drużyną Prokomu. Jednakże wbrew pozorom, nie ułatwi im to zadania. Wszystko dlatego, że wraz ze zmianami personalnymi, poprawiła się jakość gry podopiecznych Tomasa Pacesasa, więc ekipa z Podkarpacia będzie musiała się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności. Beniaminek TBL musi przy tym pamiętać, że do triumfu nie wystarczy dobra dyspozycja pojedynczych jednostek, a całego kolektywu. Ten element często w tarnobrzeskiej drużynie szwankował, w związku z czym to, jak Siarka zaprezentuje się w popularnym „Żółwiu” pozostaje niewiadomą. Czy podkarpacki jedynak dotrzyma kroku silniejszemu rywalowi? Okaże się w sobotę o godzinie 18.Na sobotni mecz w Kołobrzegu kibice już od dawna ostrzą sobie zęby. Wszystko dlatego, że podopieczni Dariusza Szczubiała podejmą na własnym parkiecie lidera, Energę Czarnych Słupsk. Na pozór, bezsprzecznym faworytem wydają się goście, którzy niemal w każdym elemencie przeważają nad Kotwicą. Słupszczanie jednak, w ostatnim czasie dobre występy przeplatają słabszymi i wcale nie mogą być pewni swego. „Czarne Pantery” nie grają już, bowiem z takim polotem, jak w pierwszej części sezonu zasadniczego i w hali Millenium będą musieli się sporo napocić, by zdobyć upragniony komplet punktów. Jednakże miejscowi, dowodzeni przez świetnego strzelca, a zarazem wielkiego indywidualistę, Teda Scotta, nie dopuszczą do tego tak łatwo. Ich mobilizacja jest o tyle duża, że w minionych tygodniach spadli na ostatnią pozycję w ligowej hierarchii i muszą zrobić wszystko, by oddalić widmo degradacji. Lecz ich problem polega na tym, że poza wspomnianym Scottem, próżno szukać kogoś, kto dorównałby mu jeśli chodzi o zdobycz punktową. Ostatnio, co prawda nieźle zagrał powracający po kontuzji Michał Wołoszyn, ale to ciągle zbyt mało. Podopieczni Dainiusa Adomaitisa z kolei, mają problemy, związane z kontuzjami poszczególnych graczy, co będzie chciała wykorzystać Kotwica. Faktem jest, że zarówno dla Czarnych, jak i dla gospodarzy ewentualny komplet punktów byłby na wagę złota, w związku z czym można się spodziewać dużych emocji do ostatnich sekund. Kto przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę? Przekonamy się w sobotę o godzinie 18.Ciekawie będzie też w niedalekim Koszalinie, gdzie AZS zmierzy się z będącym w kryzysie Anwilem Włocławek. Wobec wydarzeń z ostatnich tygodni nie należy bać się stwierdzenia, że to gospodarze mają większe szanse na zgarnięcie kompletu punktów. Podopieczni Mariusza Karola, przystępują bowiem do tego meczu opromienieni zwycięstwem nad Energą Czarnymi i jeśli w sobotni wieczór zaprezentują się podobnie, to włocławianie będą musieli liczyć się z porażką. Tyle, że w kujawskiej ekipie nikt nie dopuszcza nawet takich myśli. Pod wodzą Emira Mutapcicia Anwil w lidze jeszcze nie wygrał i wszyscy z utęsknieniem czekają na przełamanie złej passy, oraz zwycięstwo. Czy nadejdzie ono już teraz? Zależeć to będzie od postawy poszczególnych graczy aktualnych wicemistrzów Polski. Ostatnimi czasy, tylko niektórzy z nich reprezentują w miarę wysoki poziom. Pozostali natomiast zawodzą na całej linii, czego efektem jest m in. dopiero 8 pozycja w tabeli, jaką zajmuje Anwil. „Akademicy”, którzy mają na koncie o jeden rozegrany mecz mniej plasują się dwa miejsca dalej, ale nie odzwierciedla to ich aktualnej postawy. Prawda jest , bowiem taka, że na chwilę obecną AZS jest jednym z groźniejszych zespołów całej ekstraklasy i dowodzony przez duet Reese – Frazier może zdziałać naprawdę wiele. Czy pokona o wiele bardziej utytułowany Anwil? Dowiemy się w sobotę o godzinie 18.W ostatnim pojedynku weekendowej serii gier, warszawska Polonia sprawdzi formę PGE Turowa Zgorzelec. Gospodarze z pewnością będą chcieli zrehabilitować się za niechlubną porażkę z Asseco Prokomem. Wtedy to, podopieczni Wojciecha Kamińskiego zaprezentowali się wręcz katastrofalnie, zdobywając jedynie 40 punktów. Teraz, o podobnym „wyczynie” nie ma już mowy. Stołeczny zespół od dłuższego czasu przygotowuje się do tego starcia i w klubie liczą, że po raz kolejny uda się pokonać zgorzelczan. Warto przypomnieć, że właśnie od meczu z Turowem rozpoczęła się zwycięska seria Polonii w pierwszej części sezonu. Tyle, że Turów, gra teraz o wiele lepiej niż na początku i ponownie bije się o czołowe lokaty. Wśród podopiecznych Jacka Winnickiego wyróżnia się szczególnie Marko Brkić. Zakontraktowany pod koniec lipca Serb, świetnie czuje się w roli strzelca i Poloniści będą musieli na niego szczególnie uważać. Ponadto, w ekipie Turowa jest jeszcze jeden gracz, o którym warto wspomnieć. Torey Thomas, bo o nim mowa, doskonale radzi sobie jako klasyczna „jedynka” i drużyna ma z niego wiele pożytku. Czy i tym razem poprowadzi swój team do wygranej? To nie będzie łatwe z racji tego, że w hali „Koło” gra się niezwykle trudno. Gospodarze na własnym parkiecie pokonali już m in. Anwil i PBG Basket, w związku z czym liczą, że podobnie stanie się i tym razem. Tradycyjnie wiele zależeć będzie od wysokich graczy, wśród których jest Tony Easley i Harding Nana. Pod względem szybkości, zdecydowanie przeważają oni choćby nad Ivanem Żigeranoviciem, który bazuje generalnie na sile, więc MVP meczu gwiazd będzie miał pole do popisu. Ponadto, nie wolno lekceważyć też młodych zawodników warszawskiego teamu, którzy dzięki swojej ambicji, za wszelką cenę dążą do wyznaczonego celu. Czy obronią twierdzę „Koło”? Zobaczymy w sobotę o godzinie 18.