Wreszcie się udało! Clippers, Gordon pokonali Lakers
Los Angeles Clippers od jakiegoś czasu odpędzają złe demony i robią to, czego od lat robić nie byli w stanie dokonać.
Kolejne zadanie zostało skreślone z listy niedzielnej nocy. Blake Griffin, Eric Gordon i spółka pokonali na własnym parkiecie" Los Angeles Lakers 99:92!
W pojedynku dwóch drużyn z Los Angeles Lakers zawsze grali rolę bogatych krewnych, natomiast Clippers ubogich kuzynów, którzy zawsze musieli obejść się smakiem. Czara goryczy przelała się chyba po tym, jak rzutem w ostatniej sekundzie mecz dla "Jeziorowców" wygrał...Derek Fisher.
Wczoraj występujący w roli gospodarzy Clippers od pierwszych sekund ruszyli do ostrego ataku sygnalizując, że to jest ta noc, kiedy w końcu klątwa zostanie zdjęta. Już po kilku minutach gry EG i BG popisali się efektownymi wsadami, a DeAndre Jordan dwa razy zapakował z dobitki. Wszystko szło po ich myśli. Gości w grze trzymał natomiast Kobe Bryant.
Scenariusz ten rozciągnął się właściwie na całe spotkanie, chociaż Lakers prowadzili jeszcze przed czwartą odsłoną.
"To fajna rywalizacja" - mówił Gordon. "Zawsze oczekujemy meczów przeciwko tym gościom i zawsze jest bardzo ciekawie." Zawsze jest ciekawie, ale to pierwszy happy end dla Clippers od niepamiętnych czasów.
Emocje były na wyjątkowo wysokim poziomie. Blake Griffin i Lamar Odom wdali się nawet w szarpaninę, za co obaj wylecieli z parkietu. Ron Artest też wyleciał."
"Mogę zrozumieć, że wywali tamtą dwójkę. Ale Ron? To było śmieszne" - komentował oburzony Phil Jackson.
Wśród Clippers najlepszy był Eric Gordon (30 punktów), a wśród Lakers Bryant (27)