Wielki mecz w LA! Clippers rozprawili się z Heat!
Po raz kolejny młody i obiecujący zespół Los Angeles Clippes zafundował swoim kibicom wielką frajdę, pokonując czołową drużynę ligi.
Miami Heat ulegli w Staples Center 105:111 w jednym z najlepszych spotkań w tym sezonie!
Mecz obfitował w efektowne akcje, potężne wsady "Wielkiej Trójki", ale i oczywiście Blake'a Griffina, Erica Gordona, a nawet Barona Davisa. Emocje udzielały się od pierwszej do ostatniej sekundy spotkania.
W czwartej kwarcie doszło niemal do bójki, w której pierwsze skrzypce grali LeBron James i Blake Griffin...Tego pierwszego ponosi rzadko, to niech świadczy o tym, jak ciekawy był to mecz. W jednym zagraniu w czwartej kwarcie drobnych urazów nabawili się James i Dwyane Wade. Ten pierwszy wpadł ze skręconą kostką w trybuny, wrócił na parkiet, dostał piłkę na skrzydle w izolacji i...trafił z dystansu.
Porażka ta oznacza przerwanie passy Miami Heat, którzy dotąd 13 meczów na wyjeździe z rzędu.
Clippers wzięli się ostro do roboty od pierwszych minut, wykorzystując energię i motywację kibiców, co dało im szybką przewagę i kontrolę nad spotkaniem do samego końca.
Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził nie kto inny, a Blake Griffin - 24 punkty, 14 zbiórek, 6 asyst. 26 "oczek zanotował Eric Gordon, 20 oraz 9 asyst dołożył Baron Davis, a rozgrywający Eric Bledsoe popisał się 2 efektownymi blokami, w tym jednym na samym LeBronie Jamesie.
Wśród gości brylowali Dwyane Wade (31), LBJ (27) i Chris Bosh (26 + 13 zbiórek).
"To było dla nas za dużo" - tłumaczył Eric Spoelstra. "Zabiegali nas. Z początku wyglądało to tak, jakbyśmy biegali w błocie."