Rzeź niewiniątek w Los Angeles
Cleveland Cavaliers rzeczywiście nie spisywali się ostatnio najlepiej. Przegrali 20 z 21 ostatnich spotkań i wciąż nie widać jasnego światełka w tunelu.
Nikt nie spodziewał się jednak, że może być aż tak źle!
Los Angeles Lakers pokonali na własnym parkiecie Cleveland Cavaliers 112:57. 57! To najniższy wynik drużyny przeciwnej w historii tej organizacji. Poważnie, nawet w latach 40' "Jeziorowcy" nie byli w stanie zatrzymać ówczesnych słabeuszy na tak niskim poziomie. Jednocześnie jest to trzecia-najwyższa różnica w historii. Cavs wyglądali tej nocy po prostu dramatycznie słabo.
Przyczyny tak wysokiej porażki? Skuteczność z gry 29% (w tym 7% za 3...) i 19 strat. Ich najlepszy strzelec rzucił w tym meczu całe 12 "oczek" i był nim Alonzo Gee. W swoim niesamowitym występie dołożył 8 zebranych piłek.
Z drugiej strony gospodarzom wychodziło wszystko, nawet rzut z połowy Shannona Browna na koniec 3. kwarty.
"Nawet nie wyobrażasz sobie, że coś takiego może się stać" - mówił Kobe Bryant, który tej nocy rzucił tylko 13 punktów (2 w pierwszej połowie). Lakers go jednak nie potrzebowali.
"To było żenujące, powiedziałem im w przewie Wyglądacie na przestraszonych do cna. Gracie z Mistrzami NBA i zamiast być twardymi, wy się boicie. Jesteście przestraszeni na śmierć" - mówił trener Byron Scott.
Ron Artest miał 15 punktów, Pau Gasol miał ich 13 i dołożył 14 zbiórek.