Asseco Prokom wygrywa w meczu nieskuteczności

Dodano: 8 stycznia 2011 21:56
Asseco Prokom wygrywa w meczu nieskuteczności
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Hucznie zapowiadany pojedynek Mistrzów Polski z czarnym koniem rozgrywek, warszawską Polonią rozczarował. Obie ekipy przez pełne 40 minut prześcigały się w ilości popełnianych błędów i tylko ich pojedyncze akcje były nagradzane brawami.

W tym chaosie lepiej odnaleźli się podopieczni Tomasa Pacesasa, którzy za sprawą dobrze dysponowanego Filipa Widenowa wywalczyli komplet punktów.

Wbrew pozorom, początek nie zapowiadał takiego rozstrzygnięcia. Poloniści przystąpili, bowiem do tej konfrontacji bez zbędnego respektu dla rywala dzięki czemu, pomimo wielu niecelnych rzutów utrzymywali się na minimalnym prowadzeniu. Goście starali się, co prawda zmienić bieg wydarzeń, ale dobra gra w obronie podopiecznych trenera Wojciecha Kamińskiego skutecznie im to uniemożliwiała. Co ciekawe, gdynianie w defensywie również nie prezentowali się źle, ale ich postawa w ataku pozostawiała wiele do życzenia. Mistrzowie Polski sprawiali wrażenie, jakby po raz pierwszy od dłuższego czasu przyszło im grać w koszykówkę i w żaden sposób nie mogli przebić się przez obronę Czarnych Koszul. Ponadto, popełniali mnóstwo prostych strat czym wprawiali w osłupienie swojego trenera. Mając na uwadze to, że jeszcze nie tak dawno gdynianie grali oni przeciwko najlepszym klubom naszego kontynentu, taka sytuacja mogła dziwić.

Jednak na drugą kwartę zawodnicy Prokomu wyszli już niezwykle zmotywowani i zaprezentowali swoje zdecydowanie lepsze oblicze. W rolę głównego strzelca wcielił się Filip Widenow, który punktując zarówno ze strefy podkoszowej, jak i dalszych odległości wyprowadził swój team na prowadzenie. Poza tym, przyjezdni zdecydowanie lepiej radzili sobie w konstruowaniu akcji, co również nie pozostawało bez znaczenia. Poloniści w tym czasie nadal trzymali „poziom” z poprzedniej części, lecz tym razem okazało się to za mało na podrażnionych Mistrzów Polski. Na nic zdawały się kolejne próby Marcina Nowakowskiego i Łukasza Wichniarza. Obaj, mimo szczerych chęci pudłowali na potęgę, czym nie przynosili wiele pożytku swojej drużynie. Zresztą wśród gospodarzy, jedynym oprócz Hinsona, który pozostawił po sobie nienajgorsze wrażenie był Tony Easley, choć i jemu zdarzały się wpadki. Tym samym, Polonia nie była już w tak dobrej sytuacji jak przed rozpoczęciem kwarty. Na jej niekorzyść przemawiał dodatkowo fakt, że przyjezdni dołożyli jeszcze kilka „oczek” za sprawą Przemysława Frasunkiewicza i po pierwszej połowie wygrywali 33:23.

Po zmianie stron wydawało się, że goście pójdą za ciosem i na dobre odskoczą będącym w kiepskiej dyspozycji zawodnikom Czarnych Koszul. Tak się jednak, nie stało. Mistrzowie Polski nieoczekiwanie osiedli na laurach i znów prezentowali się poniżej krytyki. Na ich szczęście, niewiele lepiej radziła sobie Polonia. Stołeczny zespół miał, co prawda kilka okazji do tego, by ponownie dorównać bardziej utytułowanemu rywalowi, ale zawodnicy Czarnych Koszul nie byli w stanie wykorzystać nawet rzutów osobistych. Nieskutecznością raził Hinson. Amerykanin starał się nawiązać do swoich najlepszych występów i raz za razem oddawał rzuty w kierunku kosza przeciwnika, ale tym razem próżno było szukać udanych prób w jego wykonaniu. Widząc to, gdynianie utrzymywali bezpieczną przewagę, co jednak wielką sztuką nie było. Trójmiejscy koszykarze zdobyli zaledwie 7 punktów (!) i mimo tak słabego wyniku byli w bardziej komfortowej sytuacji przed decydującą batalią.

W ostatniej „ćwiartce” goście ponownie włączyli drugi bieg i zadali ostateczny cios pogrążonym w kryzysie Polonistom. W ekipie Mistrza Polski najlepiej radził sobie Widenow, którego był bez wątpienia autorem triumfu trójmiejskiego klubu. Wtórował mu niewidoczny wcześniej Adam Łapeta. Polak wykorzystując swoje warunki fizyczne trafiał z najbliższych pozycji, nie dając szans miejscowym na skuteczną obronę.  Warto dodać, że przy tym zrywie ofensywnym, gdynianie nie zapomnieli również o obronie. Do ostatnich sekund byli skoncentrowani na tym, by choć w małym stopniu zatrzeć złe wrażenie, dzięki czemu odskoczyli Polonistom na ponad 20 punktów. Ci ostatni natomiast, ewidentnie zrezygnowani, nie dotrzymali kroku podopiecznym trenera Pacesasa i biernie przyglądali się boiskowym wydarzeniom. Ostatecznie, tegoroczny uczestnik Euroligi i ligi VTB zwyciężył 63:40, jednak w nadchodzącym tygodniu będzie musiał sporo popracować nad wyeliminowaniem wszystkich popełnionych błędów. Polonia z kolei, sprawiła mały zawód swoim kibicom, którzy opromienieni ostatnimi wygranymi swoich ulubieńców liczyli przynajmniej na wyrównaną walkę. Na pocieszenie jednak  warto dodać, że jeden słabszy mecz nie przekreśla szans ekipy Wojciecha Kamińskiego na wygrane w kolejnych ligowych starciach.

Polonia Warszawa – Asseco Prokom Gdynia 40:63 (12:10, 11:23, 10:7, 7:23)Polonia: Darnell Hinson 13, Tony Easley 8 (10 zb), Łukasz Wichniarz 6, David Palmer 5 (11 zb), Michał Kwiatkowski 3, Harding Nana 3, Marcin Nowakowski 2, Alan Czujkowski 0 Asseco Prokom: Filip Widenow 15, Daniel Ewing 10, Przemysław Frasunkiewicz 9, Piotr Szczotka 7, Courtney Eldridge 5, Adam Łapeta 5, Robert Witka 4, Ronnie Burrell 4, Adam Hrycaniuk 2, Ratko Varda 1, Mike Wilks 1

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp