Bo Dwight Howard to równy gość...
Dodano: 7 stycznia 2011 22:25
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna/nba.com
Zdjęcie: WikiMedia
Pod koszem jest jak maszyna skonstruowana do niszczenia wszystkiego, co spotka na drodze - wliczając w to rywali, a czasami nawet sam kosz. Krzyczy, uderza samego siebie, rzuca groźne spojrzenia i często wdaje się w dyskusje z sędziami… Dwight Howard to jednak równy gość i mimo wszystko, jak mało kto potrafi okazywać swoją empatię wobec innych osób. Ostatnio zdarzyło się to przy okazji rozmowy o Yao Mingu, który boryka się z ciągłymi kontuzjami.„Po prostu chcę, żeby wrócił do zdrowia – to wszystko.” – mówił Howard po porannym treningu rzutowym, który miał przygotować Magic na dzisiejsze spotkanie z Houston Rockets. „Myślę, że wiele osób wywiera na nim wielką presję jak najszybszego powrotu. Kiedy wypadasz na jakiś czas z gry, zawsze starasz się przyśpieszyć rehabilitację i właśnie On(Ming) o to walczy.” Jeśli chodzi zaś o samego centra Magic… 25 lat, 211cm wzrostu, ok. 120kg wagi i siła jak u Tura. Nie bez kozery jest też nazywany Supermanem. Przez siedem lat spędzonych w lidze unikał poważnych kontuzji i łącznie w tym czasie ominął tylko 3 (!) spotkania sezonu regularnego – wszystkie w rozgrywkach 2008-2009. Mimo to, nadal potrafi wczuć się w rolę kolegów po fachu, którzy są w gorszej sytuacji. „To trudna sprawa. On ma 229cm wzrostu i sami wiecie ile musi przy tym ważyć. Teraz załóż te wszystkie rzeczy na swoje kolana, kostki i stopy i graj tak, jak on przez tyle czasu. Mam nadzieję, że wróci do pełni sił. Uwielbiam grać przeciwko niemu. Jest wspaniałym człowiekiem, więc to chyba normalne, że liczę na jego powrót do formy.” 30-letni center Houston Rockets przeszedł w czwartek operację kontuzjowanej lewej stopy, która może dać mu szansę na dalszą grę w NBA. Jak pamiętamy jednak z przeszłości, to właśnie zabieg na lewej stopie wyeliminował chińskiego giganta z gry w sezonie 2009-2010. Po tym, jak środkowy opuścił tylko dwie potyczki w swoim pierwszym sezonie w najlepszej lidze świata, jego rozwój zaczął być przyhamowywany przez masę kontuzji, które dotyczyły głównie stóp. Pierwszy numer draftu 2002 zaczął odczuwać problemy w rozgrywkach 2005-2006, po tym jak nabawił się infekcji dużego palca u nogi. Od tamtego czasu Yao przesiedział na ławce rezerwowych aż 91 spotkań, w czterech kolejnych sezonach.