Jefferson niemal powrócił do New Jersey
Richard Jefferson, Jason Kidd, Vince Carter - ten tercet jeszcze kilka lat temu rządził ligą i był oklaskiwany przez rozentuzjazmowanych kibiców zgromadzonych w hali obecnie nazywanej Prudential Center.
Te czasy jednak już dawno za nami. Żadnego z nich nie ma już w zespole New Jersey Nets. Była jednak szansa, żeby kibice będą mogli przypomnieć sobie jednego z nich.
Klub Mikhaila Prokhorova jest obecnie na dnie ligi i kierownictwo rozmawia o wielu transferach w całych Stanach Zjednoczonych. Najgłośniejsze negocjacje prowadzone są z Denver Nuggets w sprawie Carmelo Anthony'ego.
Sprawa, o której piszemy jest już co prawda martwa, ale warta odnotowania. Richard Jefferson, słynący kiedyś z wybitnej atletyki niski skrzydłowy, który w 2003 roku dotarł z tą drużyną do Finału NBA, był latem o krok od powrotu do Newark. Jako zawodnik San Antonio Spurs nie jest już ani tak efektowny, ani efektywny jak kiedyś, ale z pewnością znacznie wzmocniłby Nets.
"Kiedy Richard został tego lata wolnym agentem, chciał tu wrócić i pomóc Nets wjechać na właściwe tory." - pisze Al Iannazzone. "Mam tu korzenie, szanuję tę organizację i chciałem przywrócić ich na poziom, do którego przywykli przez większość dekady. " - twierdzi sam zawodnik.
Podobno jednak to Nets spodziewali się telefonu od niego, a nie na odwrót, stąd przez nieporozumienie sprawa nie została sfinalizowana. Teraz Jefferson pomaga Spurs osiągać najlepszy bilans w NBA i powalczy o Mistrzostwo...