Nie ma mocnych na Miami
Było to drugie starcie Miami Heat i New York Knicks w ciągu krótkiego okresu. Tym razem spotkanie odbywało się na Florydzie.
Ponownie lepsi byli podopieczni Erika Spoelstry, ale mecz był bardziej emocjonujący, niż w Madison Square Garden. Gospodarze wygrali ostatecznie 106:98.
W końcówce meczu doskonale widać było siłę rażenia Miami Heat i fakt, że mają w swoich szeregach dwóch genialnych go-to-guys i prawdopodobnie dwóch z pięciu najlepszych koszykarzy na świecie. Przy tylko trzypunktowym prowadzeniu gospodarzy 97:94 na mniej niż dwie minuty przed końcem najpierw wielką trójkę trafił Dwyane Wade, a następnie pod kosz wjechał na pełnym biegu LeBron James. Czy którykolwiek team może mieć na to w ogóle odpowiedź?
New York Knicks jej nie mieli. Zostali znokautowani już na samym początku spotkania - przegrali pierwszą kwartę 18:34. Później w szeregi Miami wdarło się rozluźnienie. Nikt chyba jednak nie przypuszczał, że przy takiej dyspozycji swoich gwiazd mogą oni wypuścić zwycięstwo z rąk. Niesamowicie zagrał zwłaszcza D-Wade, autor 40 punktów. Po 18 dołożyli LBJ i Chris Bosh. 30 punktów w zespole Mike'a D'Antoniego miał Amar'e Stoudemire.
"Koledzy zrobili świetną robotę, zwłaszcza w czwartej kwarcie, kiedy mnie znajdowali" - mówił "Flash".
"Nikt nie gra teraz tak dobrze jak oni" - mówił trener Knicks.