Spurs rządzą na Zachodzie...na razie
To był mecz na szczycie Konferencji Zachodniej.
San Antonio Spurs wygrali zdecydowanie 87:82 i udowodnili Los Angeles Lakers oraz wszystkim innym drużynom, kto rządzi na Zachodzie w pierwszej części sezonu.
Myślę, że można tu użyć pojęcia deklasacja, bo różnica w jakości gry obydwu zespołów była widoczna. Najwyraźniej porażka z Miami Heat nie najlepiej wpłynęła na Los Angeles Lakers. Nerwy puściły nawet Kobe Bryantowi, który bardzo agresywnie zaatakował George'a Hilla. "Jestem zły tylko na siebie. Po prostu zagrałem słabo" - tłumaczył MVP ostatnich Finałów NBA.
Największą różnicę w tym meczu zrobił rozgrywający San Antonio Spurs, Tony Parker. Francuz rzucił 23 punkty, agresywnie atakował kosz rywali i nie dawał odpocząć obronie "Jeziorowców".
"To zawsze świetne uczucie pokonać Mistrzów NBA" - mówi po meczu Manu Ginobili, który tym razem zagrał słabiej (9). Jeszcze bardziej blado wypadł Tim Duncan - jedynie 2 "oczka". Z drugiej strony wśród Lakers wyróżnił się tylko KB24 - 21 punktów. Znakomicie za to wypadł DeJuan Blair. Do 17 "oczek" dołożył 15 zbiórek.
Po tym meczu San Antonio Spurs mają bilans 27-4 i zdecydowanie prowadzą w Konferencji Zachodniej. Czeka ich teraz jednak koszmarny kalendarz - mecze z Dallas, Oklahomą, Nowym Jorkiem i Bostonem.