Phil już nie polubi świątecznych meczów; wielki LeBron
Phil Jackson już od dawna powtarza, że jest kategorycznie przeciwny graniu w Boże Narodzenie.
Po wczorajszej potyczce z Miami Heat raczej zdania nie zmieni. Chociaż LeBron James był podobnego zdania, zdominował wczorajszy mecz w Staples Center i poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa nad Los Angeles Lakers 96:80.
"King James" był nie do zatrzymania i zanotował triple-double - 27 punktów, 11 zbiórek i 10 asyst. Wydaje się, że bardziej pasuje jednak do niego ksywka "Mściciel". LBJ raz po raz bierze odwet na wszystkich, którzy źle mu życzą. Najpierw zdemolował Cleveland Cavaliers, miał triple-double przeciwko New York Knicks, a teraz rozbił LA Lakers.
Ze świetnej strony pokazał się też hollywoodzkiej publiczności Chris Bosh, do którego należało chyba najefektowniejsze zagranie dnia. Skrzydłowy Miami Heat w pierwszej kwarcie, po asyście Dwyane'a Wade'a, popisał się atomowym wsadem nad Mattem Barnesem, będąc w dodatku faulowanym. Ta akcja rozpędziła przyjezdnych, którzy zaczęli od początku kontrolować wydarzenia na parkiecie i dowieźli przewagę do końcowej syreny.
Mecz nie był może wybitnie agresywny, ale świątecznego ducha szukać w nim było na próżno. LBJ i Ron Artest kilka razy się przepychali, a w końcowych minutach w utarczkę słowną wdał się znów James, tym razem z Kobe Bryantem. Tej nocy KB24 miał 17 "oczek" i wraz z Pau Gasolem byli najlepszymi strzelcami gospodarzy. "Zapytałem go tylko, co dostał na święta" - tłumaczył później całe zajście LeBron.
"Mecze jak te znaczą znacznie więcej dla naszych rywali, niż dla nas" - bagatelizował porażkę Bryant.
Czy po tej pora"King James" był nie do zatrzymania i zanotował triple-double - 27 punktów, 11 zbiórek i 10 asyst. Wydaje się, że bardziej pasuje jednak do niego ksywka "Mściciel". LBJ raz po raz bierze odwet na wszystkich, którzy źle mu życzą. Najpierw zdemolował Cleveland Cavaliers, miał triple-double przeciwko New York Knicks, a teraz rozbił LA Lakers.
"Mecze jak te znaczą znacznie więcej dla naszych rywali, niż dla nas" - bagatelizował porażkę Bryant.
Czy po tym zwycięstwie Miami Heat już na dobre zameldowali się w ścisłej czołówce NBA?