Kiepski występ Gortata - Suns przegrywają z Heat

Dodano: 24 grudnia 2010 08:08
Kiepski występ Gortata - Suns przegrywają z Heat
Cezary Szwarc, Informacja własna
Obraz własny

Wynikiem 95 do 83 dla Miami Heat zakończyło się dzisiejsze spotkanie, które Polakom bardziej znane było, jako debiut Marcina Gortata w nowym zespole. Gortat niestety nie zagrał zbyt dobrych zawodów, widocznie nie będąc jeszcze zgranym ze Steve’em Nashem, a jego nowa drużyna nie miała wiele do powiedzenia przeciwko „Żarowi” z Miami.

Suns ciekawie rozpoczęli starcie, a na pozycji centra w pierwszej piątce wyszedł nowy rywal Gortata w walce o minuty – Robin Lopez. Pierwszy center gospodarzy zanotował jednak szybkie 3 straty i na około 5 minut do końca pierwszej kwarty, coach Alvin Gentry postanowił wysłać na parkiet Marcina. Polaka przywitały gromkie brawa i znany fragment utworu U Can’t Touch This – MC Hammera: „STOP! Hammertime!”. Niestety zaraz po wejściu na parkiet Gortata, boisko opuścił Steve Nash, który miał już wtedy na swoim koncie 8 (!) asyst, a w jego miejsce wszedł młodziutki Goran Dragic, który w całym meczu rozdał zaledwie jedno kluczowe podanie. „Słońca” zakończyły pierwszą odsłonę z przewagą 22-19, jednak nasz rodak poza wymuszaniem fauli, nie miał okazji zaprezentować nam się w niej z najlepszej strony. Drugą dwunastka rozpoczęła się dla niego już nieco lepiej. W pierwszych minutach dostał piłkę pod koszem i po rzucie z odchylenia trafił nad gromadą rąk obrońców Heat. Jakiś czas później po dobrym ścięciu pod kosz MG dostał podanie w biegu i skończył akcję prawym lay-up’em. Był to koniec wyczynów punktowych Polaka, który w całym meczu zdobył 4 oczka i  3 zbiórki. Najwięcej punktów dla teamu z Arizony zdobył Jared Dudley – 33, trafiając aż 7 z 10 oddanych rzutów za 3 i dokładając do swojego dorobku jeszcze 12 zbiórek i 3 przechwyty. Jak rozgrywający z prawdziwego zdarzenia zagrał wspomniany wyżej Nash, z którym nie przyszło za długo przebywać razem na parkiecie wychowankowi łódzkiego ŁKS-u.  Urodzony w RPA, Kanadyjczyk rozdał aż 18 asyst, zbliżając się do swojego rekordu kariery (22), zebrał 4 piłki i oddał zaledwie 4 rzuty, z których jeden odnalazł drogę do kosza. Od trzeciej kwarty goście zaczęli przejmować pojedynek i utrzymywać prowadzenie w granicach dziesięciu punktów. Pod nieobecność narzekającego na ból kolana Dwyane Wade’a, małe show w Phoenix urządzili sobie LeBron James i Chris Bosh. Pierwszy, jak zwykle wszechstronny LBJ zachwycał też publiczność w US Ariways Arena Center niesamowitymi lotami nad obręczami, natomiast drugi rządził na desce i ogrywał rywali w grze blisko kosza. Król James zanotował najwięcej punktów spośród wszystkich zawodników – 36, do których dorzucił jeszcze 6 zbiórek i 4 asysty, z kolei Bosh zdobył 23 oczka i wyrwał 11 piłek na deskach.  W ostatniej części potyczki Suns starali się jeszcze wyrównać wynik z rywalami, jednak było już za późno na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść i spotkanie zakończyło się wynikiem 95-83 dla przyjezdnych z Florydy. 
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp