W Phoenix bardzo liczą na Gortata
Marcin Gortat jest bardzo zadowolony ze zmiany klubu i z tego, że otwiera się teraz przed nim wielka szansa.
Polak nie ukrywa, że był sfrustrowany niewielką ilością minut, jaką dostawał od Stana Van Gundy'ego i Phoenix Suns mają być klubem, który skieruje jego karierę na nowe tory. Cóż, jak widać radość jest obopólna, bo kierownictwo "Słońc" też pokłada w naszym środkowym spore nadzieje.
Klub z Arizony liczy na wsparcie Marcina Gortata głównie w obronie. Bronienie pomalowanego nie należy do dobrych stron podopiecznych trenera Alvina Gentry'ego od momentu, kiedy zespół opuścił Amar'e Stoudemire, a już wtedy bywały z nią spore problemy.
Obecnie podstawowym centrem Suns jest Robin Lopez, ale miejscowi dziennikarze narzekają na jego nierówną grę w obronie i niedokładność przy zbiórkach. Te dwie rzeczy są mocnymi stronami Gortata.
Polak na pewno będzie też lansowany w grze pick-n-roll z wybitnym rozgrywającym Stevem Nashem, który słynie z dobrej współpracy z wysokimi graczami.
"Jestem gotowy, uwierzcie mi" - mówił Marcin lokalnym mediom. "W tej lidze nikt nie może zrobić mi krzywdy. Ostro walczyłem z Dwightem Howardem przez cztery lata. Zaufajcie mi, treningi były cięższe od meczów. Kiedy wchodziłem do gry, cieszyłem się, że nie kryję jego, tylko kogoś innego."
Gortat kreowany jest jako stoper, który ma zapewnić Suns szansę na walkę z zespołami z Konferencji Zachodniej, mającymi w swoich składach dobrych podkoszowych (Los Angeles Lakers - Pau Gasol i Andrew Bynum, Dallas Mavericks - Dirk Nowitzki i Tyson Chandler, San Antonio Spurs - Tim Duncan itd.).
Istnieje szansa, że Gortat będzie grał razem z Lopezem (wtedy ten drugi jako PF), ale częściej będziemy go oglądać u boku Channigna Frye.