Nie możesz tego przegapić - dziś Heat w Nowym Jorku
To mecz z gatunku tych, których nie możecie przegapić. Już tej nocy, o godzinie 1:00 polskiego czasu, New York Knicks podejmą na własnym boisku Miami Heat. Zapowiada się ekscytująca batalia, bo obie drużyny są ostatnio na fali, a nowojorscy fani znów szaleją za koszykówką.
Widzieliście reakcję Spike'a Lee po rzucie Amar'e Stoudemire'a równo z syreną, który miał dać New York Knicks zwycięstwo? Mówiła ona sama za siebie - fascynacja, emocje i szaleństwo znów jest na trybunach w Madison Square Garden.
Choć okrzyki po ostatnim spotkaniu z Boston Celtics, przegranym dosłownie o włos jeszcze nie opadły, dzisiaj wrzawa w tej legendarnej hali znów osiągnie zenit. Przybywają bowiem Miami Heat, z LeBronem Jamesem na czele.
Podopieczni Erica Spoelstry są teraz najgorętszym teamem w lidze, wygrali dziesięć ostatnich spotkań (Knicks 8 poprzednich, nie licząc ostatniego) i są to zwycięstwa zdecydowane. Chemia, której tak brakowało w zespole na początku sezonu, chyba przyszła wreszcie na Florydę i znów możemy brać ich pod uwagę w kontekście kandydatów do Mistrzostwa NBA.
Wielkim smaczkiem tego meczu jest na pewno wizyta samego LeBrona Jamesa. Jego mecze w MSG zawsze budziły ogromne emocje i wszyscy o nich mówili. Niedawno o tym wspominałem, jak miejscowi fani przynosili transparenty zapraszające do gry w niebiesko-pomarańczowych barwach, a "King James" rzucał po 50 punktów.
Dzisiaj mieszkańcy Nowego Jorku nie mają już złudzeń - " Big Apple" nie będzie królestwem LeBrona i na pewno nie mają zamiaru powitać go tak owacyjnie jak zawsze. Sympatia, jaką go darzyli, była raczej instrumentalna i miała sprawić, że ten oczarowany blaskiem jupiterów i ogromem betonowej dżungli podpisze umowę z Donnie Walshem. Przecież wiemy, że to z niej zrobione są sny i wśród nich poczujesz się jak nowo narodzony i zainspirowany.*
Stało się inaczej, całą pulę zgarnął Pat Riley i to on ma teraz Jamesa w swojej talii. Nikt z fanów Knicks nie ma jednak zamiaru gorzko płakać. Czemu?
Bo mają nowego boga - Amar'e Stoudemire'a. "Stat" jest w życiowej formie, znów odnalazł się u Mike'a D'Antoniego, notuje niesamowitą serię dziewięciu spotkań z rzędu z 30 punktami na koncie i dominuje pod koszami, kto wie czy nie bardziej, niż Dwight Howard. Swoją obecność na parkiecie co i rusz zaznacza na przemian atomowymi wsadami i efektownymi czapami. W obecnej formie jest moim MVP tego sezonu.
Poza tym Knicks mają też Ray'a Feltona (mojego M.I.P.), także znajdującego się w najlepszej dyspozycji w karierze. Absolwent North Carolina notuje 18,7 punktu, 8,2 asysty, trafia z dystansu i wbija się pod kosz. Doskonale znajduje Danilo Gallinariego i Wilsona Chandlera. Miami - lepiej przygotujcie się na run'n'gun'.
Z drugiej strony mamy zbilansowany atak Heat, z Jamesem na czele, ale oczywiście również z Dwyane'm Wade'm i Chrisem Boshem. Ci dwaj też byli adorowani przez Nowy Jork i mogli grać w barwach Knicks. Teraz są razem koszykarzami "Żaru".
Amar'e dobrze zdaje sobie sprawę, co się święci - "Teraz LeBron jest w Miami, a my w Nowym Jorku. Szykuje się dzisiaj niezła bitwa". Jeżeli atmosfera ma być taka jak ostatnio - to ja nie mam zamiaru iść spać.
Knicks i Heat mają już historię wielkiej rywalizacji w latach 90', na którą składają się buzzer-beatery, jednopunktowe zwycięstwa, batalie w Play-Offs, Latrell Sprewell, Allan Houston, John Starks, Patrick Ewing, Larry Johnson, Tim Hardaway i Jeff Van Gundy przyczepiony do nogi Alonzo Mourninga w bitewnym szale. Mam nadzieję, że nowojorscy kibice zrobią wszystko, aby rozdmuchać dziś te emocje i żar na nowo, niczym w ognisku.
Ze spraw bardziej techniczny nie wolno zapomnieć, że wraca Carlos Arroyo. Nie zagra natomiast Mike Miller, który jest już bliski powrotu.
Wade też ostrzy sobie zęby na dzisiejszy mecz - "To zawsze wspaniałe uczucie grać w Garden, zwłaszcza, gdy Knicks grają tak dobrze jak ostatnio". Jestem tego samego zdania. Widzimy się o pierwszej w nocy! Moje serce powoli zaczyna bić odrobinę szybciej.
* - Jay-Z & Alicia Keys - Empire State of Mind