Koniec złudzeń - marzenia Prokomu rozwiane

Dodano: 15 grudnia 2010 22:36
Koniec złudzeń - marzenia Prokomu rozwiane
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna, zdjęcie: daylife.com
MediaWiki

To był mecz ostatniej szansy dla Asseco Prokom Gdynia.

Mistrzowie Polski, aby pozostać w grze o awans z fazy grupowej Euroligi musieli pokonać dziś na gorącym parkiecie w Belgradzie drużynę Partizanu. Chociaż podopieczni Tomasa Pacesasa stoczyli wyrównany bój, nie mieli szczęścia w końcówce i wracają z Serbii na tarczy.

Mecz rozpoczął się od wymiany kosz za kosz, ale błyskawicznie ton wydarzeniom na parkiecie zaczęli nadawać gospodarze. Obie ekipy miały w pierwszej kwarcie spore kłopoty z trafianiem do kosza i zorganizowaniem gry, co zaowocowało niskim wynikiem i prowadzeniem Partizanu Belgrad 14:8.

W drugich dziesięciu minutach goście zaczęli łapać rytm w ataku i oswajać się z fanatyczną serbską publicznością zgromadzoną w hali Pionir Arena. Dzięki niezłej egzekucji w ataku odrobili straty, a nawet wyszli na prowadzenie. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 27:26 dla gospodarzy, po bardzo efektownym bloku JR Giddensa na Dusanie Kecmanie.

Druga odsłona była bardzo przewrotna. Od początku lepiej zaczęli grać zawodnicy Asseco Prokom Gdynia, a Partizan wyglądał bardzo blado. Podopieczni Pacesasa także nie zachwycali, ale mieli skutecznego Ratko Vardę, który raz po raz kończył akcje pod koszem i dawał pewność i spokój w ataku, a co najważniejsze regularne punktowanie. Dzięki temu Mistrzowie Polski notowali małe "seriale" - po 4-5 "oczek" z rzędu i zyskali minimalne prowadzenia na kilka minut do końca.

W międzyczasie goście popisali się dwoma niesamowitymi "posterami". Najpierw wspaniale nad Janem-Hendrikiem Jaglą zapakował Jan Vesely, a później jego wyczyn nad Adamem Łapetą powtórzył James Gist. Było to jednak wszystko, co gracze Partizana mieli do zaoferowania.

Wtedy jednak nastąpił pechowy splot wydarzeń, zapoczątkowany przez arbitra Fabio Facchiniego. Włoch najpierw odgwizdał piłkę noszoną Filipovi Videnovovi, a po chwili także faul techniczny, z drugiej strony parkietu. Dzięki temu gospodarze weszli "na falę". Przeciwko Prokomowi było też szczęście. Po 22 sekundach wybornej defensywy miała miejsce piłka sporna. Czerwona strzałka wskazywała gości. W nieprawdopodobny wręcz sposób niemal z linii trzypunktowej trafił Dusan Kecman i dał gospodarzom prowadzeniem. Ogromnie ważną "trójkę" rzucił po chwili James Gist.

Karkołomna szarża Ronniego Burrella, która nieomal doprowadziła serbskich kibiców do eksplozji na 9 sekund przed końcem, mogła uratować mecz Prokomowi. Skrzydłowy trafił oba rzuty wolne i był remis po 69.

Partizan raz jeszcze pokazał, że jest mistrzem końcówek. W ogromnym zamieszaniu i po kilku nieudanych próbach James Gist trafił wreszcie spod samego kosza na 0,5 sekundy przed końcem.

Co prawda Pacesas wziął jeszcze czas i rozrysował zagranie na alley-oop, ale akcja się nie udała i Asseco Prokom Gdynia w honorowy sposób pożegnał się z tegoroczną edycją Euroligi.

Ostateczny wynik - 71:69 dla Partizanu Belgrad.

Najlepszymi strzelcami spotkania byli Ratko Varda i Daniel Ewing - po 15 punktów. 14 po stronie gospodarzy miał Ratko Katić, 12 James Gist, a Jan Vesely 11.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp