Melo błyszczy, Knicks dalej wygrywają
Zgodnie z moimi przewidywaniami Carmelo Anthony pojawił się na parkiecie Madison Square Garden pomimo absencji w ostatnim spotkaniu. "Melo" nie sprawiał wrażenie kontuzjowanego. Przeciwnie, błyszczał na parkiecie i był o włos od poprowadzenia swojej drużyny do zwycięstwa.
Nic z tego. Na drodze stanął mu wybornie dysponowany Amar'e Stoudemire. "Stat" rzucił 30 punktów, zebrał 8 piłek i był najlepszym zawodnikiem wśród nowojorskich Knicks.
Z drugiej stronie Carmelo Anthony miał 31 "oczek" i 13 zbiórek.
Gospodarze pokonali "Bryłki" 129:125. Była to ich ósma wygrana z rzędu. Ostatnią tak dobrą serię New York Knicks mieli...16 lat temu! Patrick Ewing i tak dalej. Swoją drogą ciekawe, kiedy Amar'e zacznie być do niego porównywany.
Warto podkreślić fakt, że Stoudemire aż 24 ze swoich 30 punktów zdobył w II połowie spotkania, będąc synonimem terminu clutch player. W każdym meczu zwycięskiej serii ten wysoki skrzydłowy notuje przynajmniej 30 punktów. To klubowy rekord!
Dobre wsparcie zapewnił mu Wilson Chandler, autor 27 "oczek".
Końcówka była bardzo zacięta. Przy stanie 122:120 dla gospodarzy, "Melo" popisał się wsadem i wyrównał wynik. Odpowiedział trójką Chandler, następnie rzuty wolne trafił Raymond Felton i fani mogli opuścić Madison Square Garden zadowoleni.