Dwa mecze - dwa buzzer beatery
Buzzer-beater to zagranie, na które kibice czekają najbardziej i które wzbudza największe emocje. To na zwycięskie rzuty czekamy najbardziej. Ubiegłej nocy mieliśmy aż dwa rzuty, które przesądziły o wyniku meczu równo z końcową syreną.
Chronologicznie pierwsi ze zwycięstwa odniesionego po wyrównanej walce cieszyli się kibice Milwaukee Bucks. "Jelenie" pokonały Indiana Pacers 97:95, a bohaterem został nie kto inny, a Andrew Bogut.
Australijski center, który zapadł w pamięć polskim kibicom po udzieleniu srogiej lekcji Marcinowi Gortatowi w bezpośrednim starciu, popisał się wspaniałym wepchnięciem piłki do kosza na 0,5 do końca. Wepchnięciem, bo Bogut nie był w stanie rzucić. Luc Richard Mbah a Moute wyrzucił mu piłkę zza linii autu, wznawiając grę, a Andrew lekko, palcami skierował piłkę do kosza i uradował miejscowych fanów.
"Ćwiczyliśmy to na treningach ze sto razy" - cieszył się Bogut. "Nasz trener jest wielki, jeśli chodzi o końcówki meczów."
Na nic zdało się 26 punktów Danny Grangera. Natomiast najlepszym strzelcem Bucks był Brandon Jennings, autor 22 "oczek".
Drugą grupą kibiców, która świętowała wczoraj zwycięstwo w ostatnich sekundach jest ta część Los Angeles, która dopinguje Lakers. Nominalnie na wyjeździe, Kobe i spółka, pokonali raz jeszcze LA Clippers. Tym razem jednak potrzebowali się bardzo natrudzić.
Do akcji znów musiał wkroczyć król ostatnich sekund...Derek Fisher. Który to już raz rozgrywający "Jeziorowców" daje im powody do radości?
Wygrana przyszła im jednak z wyjątkowym trudem. Występujący w roli gospodarzy Clippers postawili wyjątkowo twarde warunki, byli bardzo zmotywowani i o włos od przechylenia losów spotkania na swoją korzyść.
Center DeAndre Jordan popisał się atomowym wsadem w samej końcówce i wydawało się, że to właśnie podopieczni Vinniego Del Negro będą cieszyć się z wygranej. Wtedy nadszedł czas "D-Fisha".
Point guard Lakers dostał się na wysokość linii rzutów wolnych, wyrzucił piłkę wysoko w górę i w ekwilibrystyczny sposób umieścił ją w koszu. Musiało to bardzo zaboleć bohatera ostatniej akcji, DeAndre Jordana, który musnął piłkę, ale nie wystarczająco, aby zapobiec nieszczęściu.
"Gdyby miał troszkę dłuższe palce, pewnie by to zatrzymał" - żartował po meczu bohater Lakers.
Najlepszymi strzelcami meczu byli Kobe Bryant i Eric Gordon, którzy rzucili przeciwko sobie konsekwentnie po 24 punkty. Eric Bledsoe miał 7 asyst.
Ostateczny wynik: 87:86 dla Lakers.