Odmienieni Cavs przegrywają po zaciętej końcówce!

Dodano: 9 grudnia 2010 04:24
Odmienieni Cavs przegrywają po zaciętej końcówce!
Cezary Szwarc, Informacja własna
WikiMedia

Cavaliers przegrali dziś w nocy z Chicago Bulls na własnej hali 88-83. Jest to już szósta porażka Cavs z rzędu, jednak dzisiejsze zmiany wprowadzone przez trenera Scott, gra Jego podopiecznych i przegrana tylko po zaciętej końcówce z tak dobrym zespołem, jak "Byki" może napawać pewnym optymizmem fanów CC na kolejne starcia.

Mało brakowało, a potyczka obu drużyn nie odbyłaby się w ogóle... Wszystko przez silnie padający w Ohio śnieg, który bardzo utrudniał dotarcie do hali, o czym najlepiej może świadczyć to, że trasę do hali, którą na piechotę pokonuje się w 10 minut, samochodem w nocy jechało się ok jednej godziny. To właśnie dlatego jeszcze na 25 minut przed pierwszym gwizdkiem w The Q nie było jeszcze aż siedmiu Kawalerzystów. Koniec końców na rozpoczęcie nie zdążył tylko Joey Graham, który wraz z Leonem Powe i Ramonem Sessionsem nie wyszli dzisiaj wcale na parkiet. Trener Scott wysłał też poza ławkę rezerwowych Jamario Moona, który jeszcze niedawno był pierwszym niskim skrzydłowym Kawalerii. Największe i najważniejsze zmiany kadrowe zaszły jednak w pierwszej piątce, która na dzisiejsze zawody została ułożona następująco: Mo Williams, Daniel Gibson, Anthony Parker, Antawn Jamison i Anderson Varejao. Trzeba przyznać, że tego typu ruch ze strony trenera zdecydowanie poskutkował, co odbijało się w wyniku. Zdecydowanie lepsi i uznawani za zdecydowanych faworytów Bulls mieli sobie w końcu poradzić z "Winno-Złotymi" bez przeszkód, a jak się okazało zwycięstwo wyrwali dopiero w ostatniej minucie meczu. Co prawda podopieczni Toma Thibodeau'a rozpoczęli od 7 oczek z rzędu zmuszając Cavaliers do szybkiego time-out, to jednak powoli przyzwyczajający się do gry ze sobą nowi startujący coacha Scotta nadrabiali stopniowo stratę, kończąc pierwszą dwunastkę ujemnym wynikiem 15-21. Równo ze startem drugiej odsłony zapełniła się też "The Q", do której w końcu dotarli wszyscy kibice. Wtedy też obudzili się gospodarze, którzy głównie za sprawą graczy wyjściowego składu poprowadzili swój team do pierwszego prowadzenia w zawodach. Na nieco ponad 2 minuty do końca pierwszej połowy po trójce Gibsona i wsadzie Jamisona po minięciu wygwizdywanego co rusz Boozera na tablicy świetlnej widniał wynik 35-33 dla klubu z C-Town. Niestety wtedy po raz kolejny bardziej utalentowani gracze z Illinois, a dokładnie Derrick Rose szybko stłumili małe "powstanie" gospodarzy i przed trzecią ćwiartką wyszli na prowadzenie 41-35. Przedostatnia odsłona to spektakl gry piątki Jamison, Varejao, Harris, Jawad i Mo Williams. To właśnie w tym fragmencie gry organizacja z nad jeziora Erie wyszła na największe prowadzenie tego wieczoru  68-60. Ostatnie punkty w kwarcie równo z syreną rzucając typowym dla siebie "floaterem" zdobył Mo Williams. W ostatnich minutach spotkania oba zespoły idą łeb w łeb, notując punkt za punkt, jednak Cavs przychodzi to zdecydowanie trudniej niż zajmującym dużo wyższe miejsce w tabeli NBA- Bulls. Na ponad 26 sekund przed końcem CC mają prowadzenie 83-82, jednak "Byki" doświadczone już w tego typu końcówkach nie załamują się, a Ich lider - Rose trafia lay-up po wjeździe pod kosz z faulem, do którego dorzuca jedno oczko z linii rzutów wolnych i tak przepada przewaga gospodarzy. W ostatnich sekundach swój rzut pudłuje jeszcze Mo Williams, a dobitki nie trafia Daniel Gibson. Faulowani koszykarze z Chicago trafiają ważne rzuty osobiste i starcie kończy się wynikiem 88-83 dla gości. W zwycięskim klubie najlepiej spisał się lider - Derrick Rose, który zanotował 29 punktów 4 zbiórki 8 asyst i Joakim Noah, który dorzucił swoje 13 oczek i zebrał 15 piłek z tablic. W Cavs wszysscy zawodnicy z pierwszej piątki przekroczyli granice 10 punktów, jednak "dwójkę" na początku osiągnął tylko Jamison ze swoimi 21 oczkami. Double-double zaliczyli też Mo Williams - 13 punktów, 10 asyst, 5 zbiórek i Andy Varejao - 17 oczek i 12 "desek".
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp