Pogrom w Minneapolis - Cavs przegrywają trzeci raz z rzędu
Dodano: 5 grudnia 2010 06:29
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Cleveland Cavaliers zostali dziś rozniesieni na wyjeździe przez Minnesotę Timberwolves 129-95.
Tym samym drużyna z Ohio zanotowała trzecią przegraną z rzędu, natomiast podopieczni Kurta Rambisa przerwali sześciomeczową serię porażek. "Wilki" zdominowały grę w dwóch kategoriach: Na deskach, gdzie wygrali z Cavs 46-29 oraz w skuteczności rzutów - 59% do 38% z gry i 69% do 23% zza łuku.
Obie strony zmuszone zostały dziś do gry w osłabionych składach. O ile w drużynie gospodarzy kłopotem były typowe koszykarskie kontuzje - Michael Beasley (skręcona kostka), Anthony Toliver (problemy z kolanem) - to w zespole przyjezdnych we znaki dała się dziesiątkująca ostatnio NBA grypa jelitowa. To własnie przez nią nie zobaczyliśmy dziś na parkiecie Joey'a Grahama i J.J. Hicksona. Chorych "Kawalerzystów" w pierwszej piątce zastąpili odpowiednio: Jawad Williams i Leon Powe. Pierwszy nieco niespodziewanie wyskoczył w rotacji przed Jamario Moona i zapisał na swoim koncie niezłe 11 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty. Niestety poza statystykami nie wyróżnił się kompletnie niczym w samym spotkaniu, gdzie był zupełnie niewidoczny. Leon Powe jak zwykle grał z pełnym poświęceniem notując 10 oczek i wyrywając 6 piłek na deskach. Już w jednej z pierwszych akcji wykorzystał zagapienie obrony rywali i wsadził nad głową najlepszego blokującego ligi - Darko Milicica. Niestety była to jedna z niewielu akcji wieczoru, kiedy podopiecznym Byrona Scotta udało się rozbić nieźle funkcjonującą defensywę ekipy z Minneapolis. Problemy w ataku nijak miały się jednak do tego, co działo się po drugiej stronie kortu, gdzie gospodarze bezlitośnie "bombardowali" Cavaliers rzutami za 3 punkty i lay-up'ami spod samego kosza. Spowodowane to było tzw. triangle offense wzorowaną na tej z Los Angeles Lakers, której CC nie potrafili wybronić, co chwilę zostawiając kogoś wolnego na dystansie, albo dając łatwo zdobywać punkty spod kosza. "Myślę, że moi chłopcy wykonali bardzo dobrą pracę realizując nasze założenia defensywne i odpowiednio grając piłką w ataku. Kiedy grasz tak w obronie i rzucasz, jak my dzisiaj w ataku, jesteś naprawdę ciężkim rywalem do pokonania" - komplementował grę swojego teamu po meczu, trener Kurt Rambis. Już pierwsza odsłona pokazał, że ekipie z C-Town nie będzie łatwo bić się o zwycięstwo. Gospodarze wygrali ją 37-24, a Kevin Love miał już po niej 10 oczek i 7 zbiórek. W drugiej kwarcie szybko dobił do poziomu double-double, żeby po pierwszej połowie samemu mieć tyle samo "desek", co wszyscy Cavs - 13. "Wilki" w ogólnym rozrachunku wygrały wszystkie części potyczki prowadząc rywali do nieuniknionego "blow-out'u" już w trzeciej dwunastce. CC najbardziej zbliżyli się do nich kiedy mecz został już nieoficjalnie poddany, a na parkiecie biegali zawodnicy, których nazwiska nawet trudno skojarzyć z NBA, czyli w ostatniej kwarcie, którą przegrali różnicą (tylko) trzech oczek. Swoje przysłowiowe pięć minut dostali nawet Samardo Samuels i Manny Harris. Obaj panowie wykorzystali swoją szansę zdobywając po sześć punktów. Manny dołożył do tego jeszcze dwa przechwyty, natomiast Samardo dwie zbiórki, przechwyt i blok. Najlepszymi zawodnikami w szeregach Cavs okazli się rozgrywający Ramon Sessions i skrzydłowy Antawn Jamison. Ramon zanotował 18 oczek i 6 zbiórek, a A.J. o jeden punkt mniej, 3 zbiórki i dwa kluczowe podania. W drużynie zwycięzców najlepszym zawodnikiem był Kevin Love, który wywalczył aż 19 piłek pod koszami i dorzucił do tego 28 punktów. 20 oczek zdobył też rookie, Wes Johnson. Niezłym osiągnięciem pochwalić się po dzisiejszym starciu może też Darko Milicic, który oprócz 14 oczek, 9 zbiórek i 3 ostatnich podań zanotował też wyjątkowo wysoki wskaźnik +/- (+41). Wspominam o tym dlatego, ze przed meczem wynik z całego sezonu Milicica pod tym względem wynosił -148, a najlepszy w tej kategorii w klubie z Minnesoty był Toliver z wynikiem zaledwie +4.