Powrót Króla! Wielki James, Miami rozbiło Cleveland

Dodano: 3 grudnia 2010 10:11
Powrót Króla! Wielki James, Miami rozbiło Cleveland
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna, zdjęcie: espn.com
Obraz własny

Jeden z najbardziej wyczekiwanych meczów tego sezonu nie zawiódł! Przeraźliwe gwizdy, wspaniała atmosfera, waleczni Cavs, efektowne kontry i wsady - to wszystko obejrzeli ci, którzy zdecydowali się oglądać na żywo pierwszy powrót LeBrona Jamesa do Cleveland.

Jak można było przypuszczać, dwukrotny MVP ligi był podwójnie albo i poczwórnie zmotywowany przez całą otoczkę tego spotkania. Już podczas pierwszego pojawienia się na parkiecie, ekipa Miami Heat została przywitana niebotycznym buczeniem, jakiego nie słyszano chyba jeszcze w żadnej hali NBA.

Jeszcze gorzej było, kiedy spiker wyczytał nazwisko LeBrona Jamesa w trakcie zwyczajowej prezentacji pierwszej piątki. Wtedy to na głowę "Kinga" spadła istna fala nienawiści 20 000 kibiców zgromadzonych tego dnia w Quicken Loans Arena. Wśród nich był Dan Gilbert. Wcale nie powstrzymało to LBJ'a przez zrobieniem swojego przedmeczowego rytuału w postaci wyrzucenia w powietrze obłoku kredy. Tym razem jednak po raz pierwszy nie spotkał go za to aplauz miejscowych. Nie powstrzymało go to też przed absolutnym zdominowaniem tego meczu.

Jak można się było spodziewać, obie ekipy wyszły na parkiet bojowo nastawione i w pierwszej kwarcie spotkanie przypominało wymianę ognia. Kibice w hali traktowali każdy kosz jak punkty zdobyte w końcu Finałów NBA, a nie jednego z wielu spotkań sezonu regularnego. Po wsadzie JJ Hicksona hala oszalała. Wtedy jednak goście prowadzeni przez Dwyane'a Wade'a  zdobyli 16 punktów z rzędu i emocje w tym spotkaniu praktycznie się skończyły. Przynajmniej te koszykarskie - te negatywne zgromadzone wokół Jamesa trwały do końcowej syreny.

Wśród transparentów na trybunach, których wnoszenie miało być zabronione, mogliśmy zobaczyć m.in. "Zdrajcę", "Quitenss" czy "Zagraj jak w game 5" (ostatni mecz LeBrona w Cleveland, kiedy dostali 32-punktowe lanie z Celtics").

Czas LeBrona nadszedł w drugiej połowie. James dominował jak za najlepszych chwil w barwach Cavaliers, był nie do zatrzymania i w samej trzeciej kwarcie rzucił 24 punktów (Cavs łącznie zdobyli ich 25). To klubowy rekord.

W czwartej już nie było nawet potrzeby, by pojawiał się na parkiecie. Ostatecznie rzucił 38 "oczek", a Heat zdemolowali Cavs na ich parkiecie 118:90, jednak wynik nie oddaje różnicy, jaka była odczuwalna między tymi zespołami w trzeciej odsłonie. To była gra, którą kibice z Miami chcieliby oglądać w wykonaniu swojej drużyny w każdym meczu.

Najlepszym strzelcem gospodarzy był nieoczekiwanie Daniel Gibson, autor 21 punktów. Po 11 dołożyli Mo Williams, Antawn Jamison i Ramon Sessions. Z drugiej strony D-Wade zanotował 24 "oczka".

Po meczu nie było żadnych wypowiedzi, które mogłoby długo rozbrzmiewać swoim echem. "Zagrał po prostu świetnie" - tyle od trenera Cavs, Byron Scotta.

"Darzę ogromnym szacunkiem zarówno tę organizację, jak i tych fanów" - komplementował z kolei LeBron James.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp