Co się dzieje z Lakers? Czwarta z rzędu porażka Mistrzów
Los Angeles Lakers mieli jeden z najlepszych startów w lidze, ktoś nawet napomknął o zagrożonym bilansie Bulls z 96 roku. A tymczasem wszystko pękło niczym bańka mydlana po kolejnej porażce "Jeziorowców".
Czwarta z rzędu ich porażka była dziełem słabych w tym sezonie Houston Rockets. A właściwie Shane Battiera, który w końcówce meczu przypomniał sobie, że świetnie potrafi zadawać celne ciosy przeciwnikowi z narożnika seriami zdobywając punkty z dystansu. Wykonał dwa takie rzuty, przy trzecim był faulowany i poprawił jeszcze za dwa zdobywając w sumie 11 punktów w trzech ostatnich minutach a 17 w całym meczu. Dzielnie wspomagali go Kevin Martin (22pkt), który w trzeciej i czwartej kwarcie rzucił aż 20 "oczek" oraz Luis Scola, na którego konto wpłynęło 14 punktów oraz 9 zbiórek. Ponadto Argentyńczyk był świetnym antidotum na Pau Gasola, który mecz zakończył jedynie z 8 pkt (2/8 z gry) co jak na kandydata do MVP jest stanowczo za mało.
Nie popisał się również Kobe, który wprawdzie uzyskał 27 punktów, ale przy marnej skuteczności z gry (10/24). Potweirdził się więc fakt, że czym więcej Kobe rzuca tym gorzej dla Lakers.
Wobec takiej "mizerii" liderów LA ciężar gry na swe barki wziął Lamar Odom, który zdobył 25 punktów i zebrał 11 piłek.
Ostatecznie Houston pokomali Lakers 109:99.