Rewanż Celtics - Cavaliers pokonani
Dodano: 1 grudnia 2010 07:29
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Cleveland Cavaliers przegrali minionej nocy z Boston Celtics 87:106 w meczu, którego atmosfery praktycznie nie dało się wyczuć. Goście mieli swoje rządze rewanżu, a całe Cleveland czeka już tylko na czwartek i pojedynek z Miami Heat.
W efekcie za wyjątkiem pierwszej kwarty to Celtics - zdecydowani faworoci - dyktowali warunki gry, w konsekwencji pewnie wygrywając w "Q". To właśnie w pierwszej odsłonie starcia "Kawalerzyści" byli w stanie utrzymywać Celtics, którzy rok temu wyeliminowali Ich z playoff's na różnicy nawet dziewięciu oczek (17-8). Do końca pierwszej kwarty CC dowieźli już tylko dwupunktowe prowadzenie 23-21. Głównym prowadzącym Celtów w tym "runie", jak i całym meczu był filigranowy rozgrywający - Rajon Rondo. Na 0.1 sekundy do syreny zamykającej pierwszą dwunastkę playmaker wymusił jeszcze faul przy rzucie zza połowy boiska, Daniela Gibsona i w taki właśnie sposób udał się jeszcze na linię rzutów wolnych, z której trafił tylko jedną z trzech prób rzutowych. W przeciągu całego spotkania Rondo zaliczył 23 punkty, 5 zbiórek i 12 asyst, czyli ósme w tym sezonie double-double. Nieźle, nie? Zwłaszcza, że zawodnik dopiero co wrócił po absencji spowodowanej problemami ze ścięgnem udowym, które zaraz po starciu musiał poddać zabiegom i masażom. W międzyczasie ex-Cavalier - Shaquille O'Neal walcząc na desce z Andersonem Varejao zebrał swoją 13-tysięczną piłkę w karierze. Punktem przełomowym okazało się wejście do gry ławki rezerwowych, jednak nie tej najlepszej w lidze, a bostońskiej... Nate Robinson, Glen Davis i Marquis Daniels - to właśnie pod Ich wodzą z dwupunktowej straty, Celtics wyszli na wynik 56-45 na swoją korzyść po pierwszej połowie potyczki. Kolejnym przysłowiowym gwoździem do trumny okazały się punkty z tzw. "pomalowanego". W tej kategorii goście całkowicie zdominowali grę i wypunktowali Cavaliers 60-26. "Myślę, że nasza ławka odmieniła dzisiejszy mecz. Davis i Daniels - myślę, że to głównie zasługa tych dwóch chłopaków" - mówił w pomeczowych wywiadach coach drużyny z Bostonu, Doc Rivers. Poprzez dzisiejszą porażkę, Cavs znowu zeszli na ujemny bilans starć rozgrywanych pod dachem hali Quicken Loans Arena 4-5. Z kolei Celtics po wygranej mają na swoim koncie 13 zwycięstw i 4 porażki, co daje im ex equo pierwszą lokatę w konferencji wschodniej z Orlando Magic. W drugiej połowie "Winno-Złoci" nie nawiązali już wyrównanej walki z podopiecznymi Doca Riversa i przegrali spotkanie 106-87. "Przestaliśmy grać w taki sposób, który przynosił nam punkty w pierwszej kwarcie. Przestaliśmy grać dużo piłką, a kiedy tak się dzieje, naprawdę trudno jest zdobywać punkty." - komentował dzisiejszą porażkę obrońca Cavs - Daniel Gibson. Najlepszym zawodnikiem w drużynie gospodarzy był dziś zdecydowanie Andy Varejo. Brazylijczy zebrał z deski 12 piłek, do czego razem z "Boobie'm" dorzucili jeszcze najwięcej spośród Cavaliers, po 16 oczek. Daniel do swojego dorobku z ławki rezerwowych dołożył jeszcze po dwie zbiórki i asysty. 14 punktów, 3 zbiórki i 4 kluczowe podania zaliczył też inny rezerwowy playmaker - Ramon Sessions. Po 13 oczek z pierwszej piątki dodali też Williams i Parker. Zawiódł za to kompletnie perspektywiczny J.J. Hickson, który chyba za bardzo wziął do siebie słowa trenera na temat walki na deskach. Młody skrzydłowy zebrał bowiem 11 piłek, jednak zdobył tylko jeden punkt w całym meczu. Kolejne spotkanie Cavaliers rozegrają w czwartek we własnej hali przed kamerami ogólnokrajowej telewizji TNT, kiedy do Cleveland wraz ze swoim nowym zespołem przybędzie LeBron James.