'Strzelanina' w Kolorado
Jeśli zdobywasz 133 punkty i przegrywasz mecz, to jest to po prostu śmieszne - tymi słowami skwitował występ swojej drużyny coach Phoenix Suns, Alvin Gentry.
Coś w tym jest. Suns grali na dobrej skuteczności za dwa - 51% i świetnej za trzy -prawie 41% ale mecz ostatecznie przegrali 133:138. Dlaczego? Bo gracze Denver byli jeszcze lepsi. I to wszystko pomimo braku Carmelo Anthony'ego, który po pierwszym celnym rzucie z półdystansu z grymasem bólu na twarzy udał się na ławkę i nie wrócił już na parkiet.
Świetnie z roli snajpera wyręczył go nie kto inny jak J.R Smith, który uzyskał 30 punktów, sześciokrotnie trafiając z dystansu. Grą Nuggets dobrze kierował Billups, który zanotował 25 punktów i rozdał 8 końcowych podań.
Myślałem o tym, że trzeba zagrać trochę lepiej w czwartej kwarcie. Ale 44 punkty są trudne do zaakceptowania. Nieważne kim wtedy grasz - powiedział "Big Shot".
Gracze George Karla wkażdej kwarcie zdobywali po ponad 30 punktów. Z dystansu trafiali jak natchnieni uzyskując 16 takich trafień na 30 prób. Z grą bliżej kosza również nie było źle, gdyż tam osiągnęli 50% trafień.
W zespole Suns robił co mógł by odwrócić losy meczu Jason Richardson, który zakończył mecz z dorobkiem 39 punktów (7x3) i 10 zbiórek. 17 punktów i 11 asyst to z kolei dorobek lidera "Słońc" - Steve Nasha.