Trzecia porażka z rzędu Miami Heat

Dodano: 25 listopada 2010 08:57
Trzecia porażka z rzędu Miami Heat
Michał Fast, Informacja własna
Obraz własny

Miami Heat doznali kolejnej trzeciej z rzędu porażki. Tym razem lepsi okazali się zawodnicy Orlando Magic, którzy zrewanżowali się za wcześniejszą porażkę w Miami.

Po tym jak Magic zagrali fatalny mecz w Miami, trafiając z kompromitującą skutecznością 30% z gry, tym razem trafiali co drugi rzut i mogli schodzić z parkietu jako zwycięzcy.

Bohaterem meczu został Jameer Nelson, który od stanu po 89 poprowadził Magic do ośmiopunktowego prowadzenia. Po tym jak Chris Bosh doprowadził do remisu, Nelson najpierw trafił rzut z wyskoku, potem w kolejnej akcji popisał się efektownym wejściem pod kosz zakończonym Layupem, w następnym posiadaniu asystował przy punktach J.J. Redicka, by wreszcie trafić rzut ze skrzydła. Przewagi uzyskanej w tym okresie gry Magic nie oddali już do końca spotkania.

Jameer Nelson w całym spotkaniu uzyskał 17 punktów i 14 asyst (rekord kariery), znakomicie zagrał także J.J. Redick, który zastąpił kontuzjowanego Vince'a Cartera w pierwszej piątce. Redick rzucił 20 punktów, miał pięć asyst i cztery zbiórki. Oczywiście jak zawsze sobą był Dwight Howard, który zdobył 24 punkty i miał 18 zbiórek.

Po stronie Heat dobrze zagrali dwaj nowi zawodnicy tego zespołu LeBron James uzyskał 25 punktów, miał sześć zbiórek i cztery asysty a Chris Bosh dorzucił 21 punktów i miał sześć zbiórek. Trzecim strzelcem drużyny z Florydy był Dwyane Wade, jednak na zdobycie swoich 18 oczek potrzebował on aż 21 rzutów.

To właśnie w postawie Wade'a fachowcy upatrują przyczynę ostatnich seryjnych porażek Heat. Dość powiedzieć, że Wade w ostatnich trzech spotkaniach trafił zaledwie 11 z 47 oddanych rzutó z gry w tym tylko jeden za trzy na 12 prób.

Drugą przyczyną słabszego niż się spodziewano początku sezonu Heat jest trener i o tym w środowisku NBA i nie tylko, mówi się coraz głośniej. Wczoraj pisaliśmy o tym, że najbardziej utytułowany trener NBA Phil Jackscon, zaczął otwarcie mówić o konieczności zmiany trenera w Heat. Chyba rzeczywiście ma rację, bo przecież nikt nie zaprzeczy, że talentu graczom Heat nie brakuje. Jakie będą ruchy kadrowe w Mami pewnie dowiemy się już niedługo, jeżeli drużyna ta będzie dalej grała tak przeciętnie a chwilami wręcz słabo.

W meczu przez niecałe 10 minut zagrał Marcin Gortat, który w tym czasie zdobył 2 punkty miał 2 zbiórki i blok. Warto zaznaczyć jednak, że Marcin nie oddał ani jedego rzutu z gry a swoje punkty zdobył z linii rzutów wolnych. Mówiąc bardziej dosadnie "vangangdyzm" nadal prześladuje naszego rodaka, który jak wszytscy wiemy jest regularnie ignorowany w ataku przez kolegów, za pełnym przyzwoleniem trenera Magic.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp