Zastal przegrywa w Warszawie

Dodano: 20 listopada 2010 21:31
Zastal przegrywa w Warszawie
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Stawiany w roli niekwestionowanego faworyta Zastal Zielona Góra nie sprostał niżej notowanej Polonii! Gospodarze pokazali się w tym meczu z naprawdę dobrej strony i w pełni zasłużyli na odniesiony sukces. Dla podopiecznych Tomasza Herkta natomiast, ten mecz był drugim przegranym w tym sezonie i zarazem prawdziwą lekcją pokory.

Niezwykle ciepło przywitani przez warszawską publiczność zawodnicy Zastalu rozpoczęli spotkanie zdecydowanie poniżej oczekiwań. Pierwsze punkty zdobył, co prawda Trenton Marshall, lecz później na parkiecie istnieli już tylko podopieczni Wojciecha Kamińskiego.

Po 100 sekundach prowadzili oni już 9:2, a wszystko za sprawą szybkich kontr rozprowadzanych przez Darnell’a Hinsona. Przyjezdni grali bardzo nieskutecznie, przez co nie mogli odpowiedzieć na poczynania rywala. Dodatkowo, nerwowość w ich grze wprowadzała twarda postawa w obronie Polonistów. Gdy w 4 minucie za trzy celnie przymierzył Marcin Nowakowski, warszawianie prowadzili już różnicą 11 punktów i nic nie wskazywało na to, by zielonogórzanie mieli się wyrwać z letargu. Jedynym, który starał się poprawić ich sytuację był Chris Burgess, ale z racji braku odpowiedniego wsparcia nie był w stanie wiele zdziałać. Problemów z seryjnym umieszczaniem piłki w koszu nie miał za to Harding Nana, który był wręcz nie do powstrzymania dla defensorów Zastalu. Wtórował mu aktywny pod obiema tablicami Tony Easley. Wszystko to sprawiło, że miejscowi w pełni zasłużenie prowadzili po 10 minutach 29:18, czym zadziwili niemal wszystkich ekspertów.

W drugiej kwarcie obraz gry nie uległ zmianie. Grający konsekwentnie zarówno w obronie jak i w ataku Poloniści już po niespełna 3 minutach wygrywali 37:20. Kibice na trybunach zaczęli się nawet zastanawiać, która z drużyn jest v-ce liderem tabeli, bowiem gracze w zielonych strojach byli jedynie tłem dla stołecznych koszykarzy. Wśród nich, w dalszym ciągu pierwszoplanową rolę odgrywał Easley, umiejętnie korzystając ze swojej szybkości. Przyjezdni natomiast, mimo wielu prób z dystansu, nie potrafili zdobyć choćby kilku punktów pod rząd. Co gorsza, była to właściwie ich jedyna broń, bowiem w strefie podkoszowej wobec agresywnej gry Czarnych Koszul, nie mieli po prostu nic do powiedzenia. Nie pomogły też przerwy na żądanie dla trenera Tomasza Herkta, który z niedowierzaniem przyglądał się boiskowym wydarzeniom. Tymczasem w końcówce drugiej „ćwiartki”, kontynuując dzieło zniszczenia Zastalu, dał o sobie znać Łukasz Wichniarz, popisując się celnym rzutem zza linii 6,75 m. Trzeba jednak przyznać, że to nie on był najważniejszą postacią w Polonii, a wspomniany na wstępie Darnell Hinson. Amerykański rozgrywający nie tylko zapisywał na swoim koncie kolejne „oczka”, ale też podaniami przyczyniał się do zdobywania punktów przez swoich partnerów. Dzięki temu po pierwszej połowie wynik na tablicy świetlnej brzmiał 51:37 i niewiadomą pozostawało, czy podopieczni Wojciecha Kamińskiego będą w stanie utrzymać w dalszej części meczu narzucone przez siebie tempo.

Po zmianie stron, wszelkie starania zawodników z Winnego Grodu nadal nie przynosiły wymiernego efektu, na czym momentalnie skorzystali rozochoceni warszawianie, a konkretnie Łukasz Wichniarz kopiując wyczyn z końcówki poprzedniej kwarty. Po 3 minutach jego zespół prowadził już 56:37 i stało się jasne, że o wygraną w tym meczu faworytowi spotkania będzie niezwykle ciężko. Zastalowi nie pomagała nawet obecność zachwycającego jak dotąd duetu Burgess – Hodge. O ile jeszcze ten pierwszy robił to, co do niego należy, o tyle Portorykańczyk zdecydowanie zawodził. W związku z tym, trener Herkt zmuszony był wprowadzać do gry zmienników, którzy jak się okazało, też nie byli w stanie odwrócić losów pojedynku. Co więcej, umiejętnie odcinani od podań zielonogórzanie, sprawiali wrażenie statystów. Taka sytuacja, doprowadzała ich do pełnej frustracji. Jedynym pozytywnym dla nich symptomem przed nieuchronnie zbliżającą się decydującą batalią był fakt, że w końcówce zdołali odrobić część strat, lecz nadal to gospodarze wygrywali 67:52, będąc tym samym w o wiele lepszych nastrojach.

W ostatniej kwarcie na parkiecie rozgorzała bezpardonowa walka. Zastal chciał za wszelką cenę podtrzymać zwycięską passę, a warszawianie, mając świadomość rangi spotkania, nie mogli dopuścić do roztrwonienia wypracowanej przewagi. Warto zaznaczyć, że w tym czasie o obliczu Polonii decydowali młodzi gracze. Marcin Nowakowski i Alan Czujkowski, bo o nich mowa, nie bali się brać odpowiedzialności na swoje barki, walnie przyczyniając się do zdobywania upragnionych punktów przez swój zespół. Mimo wysoko zawieszonej poprzeczki przez ambitnych zawodników Zastalu, na 6 minut przed końcem gospodarze osiągnęli 23 punktową przewagę i stało się jasne, że komplet punktów zostanie w stolicy. Mimo to, miejscowi nie zamierzali spocząć na laurach i w pełni delektowali się dystansowaniem wyżej notowanego rywala. Gościom nie pomógł nawet walczący za dwóch Marcin Chodkiewicz. Dzięki wspaniałej grze Polonistów, prawdziwa sensacja 7 kolejki TBL stała się faktem. Ostateczny wynik spotkania brzmiał 86:66 i w hali „Koło” zapanowała prawdziwa euforia.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp