Zapowiedź 7 kolejki TBL
Przed nami już siódma kolejka gier Tauron Basket Ligi. Tym razem, do rywalizacji przystąpią wszystkie zespoły ekstraklasy, co z pewnością gwarantuje dużą dawkę weekendowych emocji. Pierwszy mecz rozegrany zostanie już w piątek, kiedy to PGE Turów Zgorzelec podejmie nieobliczalną Polpharmę.
W Zgorzelcu zdają sobie sprawę, że potyczka z zespołem z Kociewia nie będzie łatwą przeprawą. Starogardzianie, odkąd ich trenerem jest Zoran Sretenović jeszcze nie przegrali, a w pokonanym polu zostawili m in. Anwil Włocławek, więc o lekceważeniu rywala nie ma mowy. „Farmaceuci” prezentują się, bowiem nieporównywalnie lepiej niż za czasów Pawła Turkiewicza i przede wszystkim potrafili na nowo uwierzyć we własne możliwości. Kto będzie stanowił największe zagrożenie dla Turowa z ich strony? Na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, bo trener Sretenović stawia przede wszystkim na kolektyw, o czym wielokrotnie już przekonywał. Nie ulega wątpliwości, że do tej pory jego koncepcja przynosiła znakomite efekty, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej. Problem polega na tym, że dla Polpharmy ten mecz również nie będzie spacerkiem. Smaczku całemu przedsięwzięciu dodaje fakt, że podopieczni Jacka Winnickiego w minionej kolejce dość pechowo przegrali z Kotwicą, co z pewnością wyzwoli w nich dodatkową koncentrację. Czy zgorzelczanie przeanalizowali wszystkie popełnione błędy z tamtego feralnego meczu? W drodze powrotnej znad morza mieli na to sporo czasu i przypuszczam, że odpowiednie wnioski zostały wyciągnięte. Ponadto, pozytywną informacją dla fanów Turowa jest powrót do dawnej formy zawodzącego jak dotąd Michaela Kueblera. Oprócz niego, wiele zależeć będzie także od Torey’a Thomasa, który swoimi zagraniami niejednokrotnie potrafił przesądzić o losach meczu. Gdyby gospodarzom udało się zwyciężyć, zażegnaliby widmo ostatniej porażki i znów mogliby nawiązać do górnej części tabeli. Dla przyjezdnych z kolei, ewentualna wygrana byłaby już trzecią z rzędu. Kto okaże się lepszy? Przekonamy się w piątek o 18. Transmisja z tego spotkania w TVP Sport.
Nie lada gratka czeka też kibiców w Słupsku, gdzie lider, Energa Czarni zmierzy się z PBG Basketem Poznań. Faworytem wydają się być gospodarze, którzy w tym sezonie nie doznali jeszcze goryczy porażki i pewnie kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. Chociaż słowo „pewnie” nie odnosi się akurat do ostatniego meczu w wykonaniu słupszczan, bowiem w Tarnobrzegu potrzebowali oni dogrywki, by pokonać słabiutką Siarkę. Niemniej jednak, podopieczni Dainiusa Adomaitisa, na tle poznaniaków są bardziej zbilansowaną drużyną pod względem prezentowanego poziomu. W swoich szeregach posiadają większą ilość równorzędnych zawodników, z których każdy może wnieść do gry nową jakość. A takiego komfortu, jak na nasze realia można tylko pozazdrościć. Poza tym, niewątpliwym atutem Energi wydaje się być Mantas Cesnauskis. Niby to nic odkrywczego, ale odkąd Litwin otrzymał także polskie obywatelstwo, może przebywać na parkiecie jako rodzimy gracz, co jednocześnie umożliwia grę jednemu obcokrajowcowi więcej. Wiele zależeć będzie także od Jerel’a Blassingame’a, który tym razem będzie miał bardzo trudne zadanie. Naprzeciwko niego staną Cliff Hawkins i Eddie Miller, którzy z pewnością tanio skóry nie sprzedadzą. Wobec tego, jakie argumenty przemawiają za klubem z Wielkopolski? Na pewno jednym z nich jest obecność zawodników, którzy w pojedynkę mogą przesądzić o losach meczu. Ciężar gry przypuszczalnie spocznie na barkach dwóch wspomnianych Amerykanów, odpowiadających za kreowanie gry. Należy jednak pamiętać, że aby wygrać mecz, najczęściej nie wystarczy tylko dobra forma podstawowych jednostek, lecz także ich zmienników. Tutaj, jak już powiedziałem, trener Milija Bogicević, ma w czym wybierać, tylko czy ilość przełoży się na jakość? Odpowiedź poznamy w sobotę o 18.
Anwil nie ma ostatnio zbyt dobrej passy. Dwie przegrane z rzędu w lidze oraz jedna w europejskich pucharach nie napawają optymizmem. Paradoksalnie jednak, właśnie teraz dla podopiecznych Igora Griszczuka nadarza się idealna szansa na przełamanie, bowiem do Włocławka zawita Siarka Tarnobrzeg. Ekipa z Kujaw, jedyne przekonujące zwycięstwo w ostatnim czasie odniosła w… sparingu z drugoligowym AZS-em Kutno. Mimo to, można znaleźć pewne pozytywy w ich grze. Jednym z nich jest Eric Hicks, który wyraźnie notuje zwyżkę formy i nawet w starciu z Albą Berlin nie odstawał poziomem od bardziej utytułowanego rywala. Poza tym, skrzydeł dostał też Nikola Jovanović, co może dać piorunujący efekt w ligowych pojedynkach. Martwi natomiast, słabsza dyspozycja Chrisa Thomasa. Amerykanin ewidentnie nie gra na maximum swoich możliwości, a obsada tak newralgicznej pozycji, jaką jest rozgrywający, do czegoś zobowiązuje. Niemniej, powinno to wystarczyć na beniaminka TBL, który kilka dni temu też mierzył się z drugoligowcem, lecz pokaźnego zwycięstwa nie był w stanie odnieść. W meczu Pucharu Polski ze Zniczem Jarosław, tarnobrzeżanie niemiłosiernie męczyli się z młodymi zawodnikami drużyny przeciwnej i przez większą część meczu nie potrafili zaznaczyć swojej przewagi. Co to może oznaczać w kontekście rywalizacji z Anwilem? Na pewno fakt, że podopieczni Zbigniewa Pyszniaka będą musieli zagrać na 120 procent swoich możliwości, by w ogóle myśleć o nawiązaniu równorzędnej walki, choć jak pokazały wydarzenia sprzed tygodnia, nie jest to niemożliwe. Podkarpacki jedynak, w poprzedniej kolejce był bliski pokonania Energi Czarnych Słupsk, co jest sporym wyczynem dla drużyny, która jak dotąd wygrała zaledwie jeden mecz. Nie zmienia to jednak tego, że kolejna przegrana, może oznaczać „premię” w postaci ostatniego miejsca w tabeli. Czy Siarka uniknie takiego upokorzenia? Okaże się w sobotę o godzinie 18.
Po serii trudnych spotkań, Zastal wreszcie doczekał się teoretycznie słabszego rywala. Mowa o Polonii Warszawa, która w najbliższy weekend podejmie na własnym parkiecie zielonogórską lokomotywę. Takie sformułowanie wydaje się jak najbardziej adekwatne w stosunku do podopiecznych Tomasza Herkta, którzy jak dotąd przegrali jedynie z Energą Czarnymi. Mimo to, zdążyli już wymazać z pamięci nieszczęsną porażkę, a wszystko za sprawą pewnego zwycięstwa nad Anwilem Włocławek, odniesionego przed tygodniem. W stolicy, Zastal wystąpi w roli niekwestionowanego faworyta. Zresztą trudno żeby było inaczej, skoro w swoim składzie ma takich zawodników jak Walter Hodge i Chris Burgess, będących gwiazdami całej ligi. Poza tym, zarówno sympatycy jak i włodarze klubu z Winnego Grodu, ani myślą o opuszczeniu pierwszej trójki ligowej tabeli, w związku z czym Czarne Koszule wydają się być jedynie kolejną przeszkodą do pokonania. Tyle, że w obozie v-ce lidera TBL nie mogą zapominać, że Poloniści mają już na koncie wygrane z PGE Turowem oraz Kotwicą, co pokazuje, że nie można ich lekceważyć. Podopieczni Wojciecha Kamińskiego prezentują w tej edycji rozgrywek nieustabilizowaną formę. Może to być efektem braku wartościowych dublerów. Taki stan rzeczy doskonale obrazuje mecz z Polpharmą, który warszawianie przegrali dość wysoko, mimo, że jeszcze kilka dni wcześniej potrafili odebrać zwycięstwo wyżej notowanej Kotwicy. W starciu z Zastalem, nie może być mowy o jakimkolwiek braku koncentracji czy poddawaniu się własnym słabościom, bo może to kosztować zbyt wiele. Bardzo trudne wyzwanie czeka Darnell’a Hinsona, z racji tego, że będzie musiał umiejętnie poprowadzić grę swojego zespołu. Ponadto, w stolicy liczą też na swoich wysokich graczy, którzy zdążyli już udowodnić, że jeśli są w formie, to potrafią zneutralizować każdego rywala. Czy gospodarzom uda się dokonać niemożliwego? Początek meczu w sobotę o 18.
W Koszalinie wszyscy już sobie ostrzą zęby na sobotni pojedynek z Kotwicą. Dla obu zespołów, ewentualne zwycięstwo byłoby niezwykle cenne, więc można spodziewać się walki od pierwszych do ostatnich minut. Przed meczem, nieco lepsze nastroje panują mimo wszystko w ekipie z Kołobrzegu. Szczęśliwie wygranym meczem z Turowem, podopieczni Dariusza Szczubiała zakończyli niechlubną serię porażek i przesunęli się o kilka miejsc w górę tabeli. Wiele wskazuje na to, że dzięki temu, sami zawodnicy w końcu uwierzyli w siebie, a jak ważny w sportowej rywalizacji jest aspekt psychologiczny, nie trzeba przekonywać. Cieszy też powrót do strzeleckiej formy Teda Scotta, który w ostatnich tygodniach musiał wiele popracować nad sobą, by móc prezentować się tak, jak wszyscy od niego oczekują. Problem Kotwicy polega jednak, na tym, że Scott wydaje się jej największą i zarazem jedyną bronią. Ostatni udany mecz, Amerykanin w dużej mierze zawdzięcza trenerowi Szczubiałowi, który desygnował go do gry dopiero w drugiej kwarcie, przez co rywale, nie byli odpowiednio nastawieni do krycia tego strzelca. Gdy przeciwnik jest na nim skoncentrowany, Scott nie potrafi poradzić sobie ze zmasowaną defensywą. A co gorsza, pozostali gracze nie są w stanie go zastąpić. Taka sytuacja nie wróży dalszych sukcesów, bo trudno kilka razy z rzędu zaskakiwać tym samym. „Akademicy” na pewno zdają sobie z tego sprawę i wątpliwe, by powielili błędy swoich poprzedników. Równowagę dla Scotta, powinien stanowić Winsome Frazier. Początkowo niewidoczny gracz, z biegiem sezonu rozkręcał się coraz bardziej i pod wodzą Mariusza Karola osiągnął bardzo wysoką formę. Ostatnimi czasy, troszkę słabiej prezentuje się za to Damien Kinloch, który tym razem będzie miał wysoko zawieszoną poprzeczkę. Wszystko za sprawą Darrell’a Harrisa, jednego z najlepszych zawodników w walce pod tablicami. Prawdą jest jednak, że obie drużyny będą musiały się sporo natrudzić, by zdobyć komplet punktów. Kto wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko? Przekonamy się w sobotę o godzinie 20.
W ostatnim meczu siódmej kolejki, fanów basketu w Trójmieście czekają lokalne debry. Do Sopotu zawita, bowiem Asseco Prokom, który jak na razie zajmuje przedostatnią pozycję w tabeli! Co prawda, wpływ na to mają dwa nierozegrane spotkania, które zostały przełożone ze względu na występy gdynian w europejskich pucharach, ale nie da się ukryć, że Mistrzowie Polski w tym sezonie prezentują się zdecydowanie poniżej oczekiwań i dotyczy to wszystkich rozgrywek. W dużej mierze, te problemy związane są z dużą rotacją składu, jaką stosuje trener Pacesas. W założeniach, dublerzy mieli pomóc w walce na trzech frontach, ale póki co, zawodzą na całej linii. W związku z tym, można zaryzykować nawet tezę, że to Trefl jest faworytem tej konfrontacji, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę jego zwyżkującą formę. Dowodem na zauważalny postęp poczyniony przez podopiecznych Karlisa Muiznieksa jest m in. wygrana z poznańskim PBG Basketem, czyli niedawnym pogromcą Prokomu. Poza tym, coraz lepiej funkcjonują zawodnicy sprowadzeni do klubu w trakcie sezonu, którzy ewidentnie zakończyli już proces aklimatyzacji i wreszcie mogą się skupić tylko na sportowej rywalizacji. Ponadto, pole do popisu będzie miał Giedrius Gustas, który był jak dotąd pewnym punktem Trefla i zamierza potwierdzić swoją dobrą dyspozycję również w starciu z bardziej utytułowanym rywalem. Zastanawia jednak, jak gospodarze poradzą sobie z twardą obroną przeciwnika. Do tej pory, w takich przypadkach sopocianie mieli spore problemy i wydaje się, że jest to ich największy mankament. Trudno zatem przypuszczać, by rywale nie chcieli na tym skorzystać. Niewiadomo tylko, jakim składem zagrają przyjezdni. Niepodważalną pozycję ma jedynie Bobby Brown, który jako jeden z nielicznych nie schodzi poniżej pewnego poziomu i to właśnie od lidera klasyfikacji punktowej TBL, zależeć będzie postawa całego zespołu. Czy popularny „Szeryf” w końcu poprowadzi swój zespół do zwycięstwa nad mocnym rywalem? Zobaczymy w niedzielę o 18.