O marzeniach Bena Wallace'a słów kilka...
Dodano: 18 listopada 2010 17:14
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna/yahoo.com
Zdjęcie: Obraz własny
W twoim życiu szykuje się trudna sprawa w sądzie i będziesz potrzebować dobrego adwokata? Jeśli będziesz cierpliwy, to center - Ben Wallace może być idealnym prawnikiem dla Ciebie.
Wszyscy kibice Big Bena, wiedzą, że przed wstąpieniem do ligi zawodowej studiował prawo na Uniwersytecie Virginia Union, jednak mało kto wie, że jeden z najlepszych obrońców w historii NBA po zakończeniu kariery sportowej zamierza dokończyć studia i pracować w wyuczonym zawodzie?!
„To jest mój szczególny cel. Zawsze o tym marzyłem i myślę, że byłbym w stanie dobrze spierać się w wielu sprawach i przekonywać ludzi do mojej wersji. Naprawdę myślę, o tym poważnie” - opowiada o swoim marzeniu Ben. Wallace zakończył naukę na Uniwersytecie tylko z tytułem licencjackim z dziedziny prawa karnego. Głównym powodem nieukończenia pełnych studiów prawniczych była… Ponad 14-letnia, wspaniała kariera w NBA. Teraz 4-krotny najlepszy obrońca sezonu, dzięki pomocy stworzonego przez NBA programu pomocy dla zawodników kończących koszykarską karierę zamierza sięgnąć swojego wymarzonego celu. Pomóc mu w tym mają dwaj prawnicy – Murray J. Janus i Craig S. Cooley, z którymi weteran rozglądał się już za odpowiednią dla niego uczelnią. „To wspaniały cel. Jeśli będzie poświęcał się tak samo prawu, jak koszykówce, to na pewno się uda. Wiemy przecież, że jest bardzo pracowity.” - komentuje Janus. Głos w sprawie zabrał też trener Detroit Pistons – John Kuester: „Spokojnie można w nim zobaczyć nieco z prawnika, w końcu nieraz z sobą dyskutowaliśmy. To jest bardzo dobry wybór dla osoby, która potrafi się bardzo zaangażować w to co robi, a On(Ben) taką osobą niewątpliwie jest.” Czy jest więc jakiś problem? A no jest… A właściwie dwa. Pierwszy nieco śmieszny, ale jak przyznaje sam zainteresowany, nigdy nie przywiązywał szczególnej uwagi do swojego wyglądu. Ben w swojej szafie nie ma ani jednego garnituru, a krawatu nawet nie potrafi zawiązać. „Myślę, że ostatni raz, kiedy miałem założony garnitur to był okres mojego pobytu w szkole podstawowej.” -opowiada z uśmiechem. Druga sprawa, już poważniejsza, to samo zakończenie koszykarskiej kariery Big Bena. Sam zawodnik myślał już o tym po zakończeniu ostatnich rozgrywek, jednak Detroit Pistons wystosowali dla niego dwuletnią umowę opiewającą na kwotę 4.3 miliona dolarów, którą koszykarz przyjął i zamierza w pełni rozegrać. Tak więc czas na kontynuację nauki przyjdzie najwcześniej dopiero za dwa lata, chyba że Wallace podpisze kolejną umowę. „Wiem, że jak długo będę grał, tak mój czas wolny będzie bardzo ograniczony. Już się z tym pogodziłem.” „Na razie mogę tylko planować. Nigdy nie byłem typem człowieka, który szybko odchodził i łatwo rezygnował. Wielu ludzi uważa, że najtrudniejszą rzeczą dla koszykarza jest przyjście do ligi i zaaklimatyzowanie się. Jednak kiedy stajesz się coraz starszy i sięgnąłeś większości lub wszystkich swoich celów, znajdujesz wtedy najtrudniejszą część tej gry, czyli czas odejścia.” - komentuje weteran Detroit Pistons. Ben do NBA dostał się poza draftem w 1996 roku i jak do tej pory jest jedynym graczem w historii ligi, któremu bez wybrania w drafcie udało się zagrać w NBA All Star Game (cztery razy). W swojej karierze dorobił się miana twardziela, który mimo zaledwie 206cm wzrostu potrafił kompletnie wyeliminować z gry w ataku, nieraz wyższych o głowę rywali. Znany z ciężkiej pracy na każdym treningu, charakterystycznego Afro, muskulatury godnej najlepszych kulturystów i nieustępliwej obronie czterokrotnie wybierany był najlepszym obrońcą sezonu. Wraz z Dikembe Mutombo są jedynymi koszykarzami, którym w ciągu swoje przygody z NBA udało się czterokrotnie zdobywać to prestiżowe wyróżnienie. Przez 14 lat reprezentował barwy pięciu klubów, jednak największe sukcesy święcił w Detroit Pistons w latach 2000-2006. To wtedy był w najlepszej formie, zgarniał kolejne nagrody, grywał w Meczach Gwiazd, dostał przydomek Beast from the East (Bestia ze wschodu) i zdobył upragnione mistrzostwo ligi w 2004 roku. Dwukrotnie liderował NBA w statystyce zbiórek na mecz: 2002 (13.0) i 2003 (15.4!). W 2002 roku był też najlepiej blokującym w lidze z niesamowitą, jak na swoje 206cm wzrostu średnią: 3.5 bloku na mecz. Na swoim koncie ma jeszcze wiele osiągnięć, o których jego kibic mógłby pisać i czytać godzinami. W czerwcu 2009 roku Ben powrócił do Mo-Town i swoich „Tłoków”, gdzie najprawdopodobniej za dwa lata zakończy swoją fascynującą karierę w NBA. Na koniec, jako że nie ukrywam, że Big Ben jest moim ulubionym koszykarzem i wielkim idolem zostawiam was z kultowym mixem jego najlepszych zagrań z parkietów NBA: