San Antonio kontynuują serię zwycięstw
Jeszcze wczoraj pisaliśmy, że Tim Duncan rozgrywa najsłabszy sezon w swojej karierze, a już dziś poprowadził on Spurs wspólnie z Tonym Parkerem do ósmego z rzędu zwycięstwa.
Tym razem wyższość Spurs musieli uznać Chicago Bulls, którzy mimo przewagi w pierwszej połowie nie byli w stanie powstrzymać nieprawdopodobnej ofensywy weteranów z San Antonio w trzeciej kwarcie i przegrali mecz 94:103.
Dla Tima Duncana, który w tym meczu zdobył 16 punktów, miał 18 zbiórek i zaliczył 5 asyst, mecz ten był wyjątkowo ważny z jeszcze innego powodu. Tim założył trykot Spurs po raz kolejny i wyrównał ilość występów z legendarnym Davidem Robinsonem. Od którego w początkach kariery tak wiele się nauczył.
Pierwsza połowa meczu zapowiadała, że seria siedmiu kolejnych zwycięstw Spurs zostanie przerwana. Bulls prowadzeni przez rewelacyjnego Derricka Rose'a (33 punkty) mozolnie budowali przewagę i na przerwę zeszli z 10 punktowym prowadzeniem.
Po przerwie jednak Spurs zagrali koncertowo niszcząc gości zarówno w ataku jak i w obronie. Dość powiedzieć, że trzecia kwarta zakończyła się wynikiem 37:12. Spurs przed decydującą odsłoną prowadzili 15 punktami i po tym co pokazali w trzeciej wydawało się, że Bulls nie będą już w stanie nawiązać walki o zwycięstwo.
Gracze Ostróg jak przystało na jednych z najbardziej doświadczonych w lidze nie pozwolili sobie wyrwać zwycięstwa i ostatecznie po rozegraniu ostatnich 12 minut zeszli z parkietu jako zwycięzcy.
Drużyna z Teksasu jest obecnie jedną z dwóch z najlepszym bilansem w lidze. 9-1 takim bilansem mogą pochwalić się jeszcze tylko New Orleans Hornets, którzy dziś zrewanżowali się Dallas Mavs za jedyną do tej pory porażkę sprzed trzech dni, wygrywając 99:97.