Co się dzieję z Timem Duncanem?
Jeżeli któremuś zawodnikowi w lidze NBA chcielibyśmy przypiąć łatkę robota lub automatu - z pewnością byłby do Tim Duncan. Z mechaniczną precyzją, bez emocji i rozgłosu przez ostatnie kilkanaście lat zbudował wokół siebie renomę jednego z najwybitniejszych graczy na swojej pozycji w całej historii ligi.
Przeglądaliście ostatnio statystyki? TD21 notuje 13,4 punktu i 8,9 zbiórki. Najgorzej w swojej karierze...
Sprawa nabiera nieco innego wymiaru, gdy spojrzymy w metrykę. Timothy ma już 34 lata. Młodszy już nie będzie, co sam zauważył w jednym z ostatnich wywiadów - "Chciałbym grać dobrze i mówić, że mało gry nie sprawa mi przyjemności. Ale to jeszcze przyjdzie. Dopóki wszyscy jesteśmy zdrowi i trzymamy fason, to świetne dla drużyny".
Duncan nie owija w bawełnę i nie oszukuje nikogo - ma swoje lata, ale wciąż potrafi być zabójczo skuteczny. Chociaż jak na razie zupełnie co innego mówią statystyki. Duncan przez całą swoją karierę był nie do powstrzymania w odległości 3-4 metrów od kosza. Niszczył rywali swoim firmowym rzutem o tablicę. W ostatnim sezonie rzucał z tej odległości średnio 2,9 razu na mecz, z czego trafiał je na 42% skuteczności. W tym sezonie rzuca już w ten sposób tylko 1,3 razu na mecz, a trafia z zaledwie 25% sukcesu. To znaczący regres.
Hej, nie ma jednak powodów do obaw. To San Antonio. Spurs. Cokolwiek złego byśmy o nich nie napisali, Manu Ginobili wciąż żyje. DeJuan Blair jest głodny zbiórek. Tiago Splitter chce udowodnić swoją wartość. Pewnie i tak dojdą do Finału Konferencji...