Kolejna sprzeczka Kuestera z zawodnikiem
W Detroit zaczyna się gotować. Dotąd informowaliśmy już o dwóch scysjach trenera Johna Kuestera z zawodnikami - najpierw z kapitanem zespołu Tayshaunem Princem, a następnie z Rodney'em Stuckey. Kierownictwo klubu starało się uspokajać atmosferę i bagatelizować problem.
Doszło jednak do kolejnej awantury, którą tym razem media za oceanem określają mianem "ostrej".
"Mam nadzieję, że to się nie powtórzy" - komentował Tay. "Nie zagwarantuję tego jednak, bo jestem takim typem zawodnika, który gdy widzi, że coś jest nie tak, musi się odezwać".
Kłótnia zaczęła się, kiedy Prince nie przedarł się przez zasłonę, przez co Reggie Williams trafił trójkę, która dała 27-punktowe prowadzenie Golden State Warriors i to jeszcze w pierwszej połowie.
John Kuester wyraził swoją dezaprobatę, a Prince agresywnie mu odpyskował. Następnie trener Pistons kazał usunąć go z ławki rezerwowych. Zdenerwował się do tego stopnia, że musieli go powstrzymywać asystenci, gdy ten szedł w stronę Prince'a.
"Czasami tak się dzieje. Możecie nazwać mnie tym złym. Mówiłem dużo do Flipa Saundersa, Larry Browna i wszystkich moich trenerów. To część tej gry. Może trochę przesadziłem. Kiedy tak szybko przegrywasz 30 punktami, dzieją się dziwne rzeczy."
Według źródeł i samego Prince'a, cała sprawa została zażegnana w przerwie. Takie nieustanne scysje nie mogą jednak nie pozostawić piętna na atmosferze i muszą oddziaływać na "chemię" i współpracę w drużynie. Kuester najwyraźniej nie ma autorytetu i nie potrafi przemówić do swoich koszykarzy. Czy wyobrażacie sobie największego zabijakę w lidze, Rona Artesta, stykającego się głowami w kłótni z Philem Jacksonem? Nie, to niemożliwe. Natomiast w Detroit jak najbardziej. Ta swego rodzaju anarchia widoczna jest też na rezultacie Detroit Pistons w rozgrywkach. Mają póki co bilans 4-7 i ostatnie miejsce w dywizji. W obliczu zmiany właściciela kto wie, czy Kuester nie przypłaci obecnego stanu rzeczy posadą.