Bosh po meczu z Raptors 'Mam już to za sobą'
Dodano: 14 listopada 2010 23:13
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna/realgm.com
Zdjęcie: WikiMedia
Wczoraj Miami Heat pokonali Toronto Raptors 109-100, jednak wielu kibiców zwracało szczególną uwagę na zachowanie i grę przeciwko swojej starej drużynie, Chrisa Bosha. Spotkanie odbyło się jednak na Florydzie, dzięki czemu mógł On obawiać się jedynie złego potraktowania ze strony "starych" kolegów, a nie "wybuczenia", które spotka go pewnie w Toronto.
To organizacja z Toronto wybrała wychowanka Georgia Tech z czwartym numerem draftu 2003r. W tym samym roku do NBA wkraczały jednak również inne, przyszłe gwiazdy z Lebronem Jamesem i Dwyane Wadem na czele.
Panowie znali się już z różnego rodzaju turniejów dla utalentowanych koszykarzy odbywających się jeszcze przed naborem do NBA i złapali ze sobą wspólny język. Ich znajomość stopniowo się rozwijała, aż w pewnym momencie wszyscy zdecydowali się reprezentować USA na arenie międzynarodowej. Na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku wygrali dla Stanów Zjednoczonych złoty medal, wraz z resztą popularnego „Redemption Teamu”. Już wtedy zaczęły pojawiać się głosy, o tym, że koszykarze obiecali sobie, że w 2010 roku, kiedy skończą się ich kontrakty wybiorą jeden zespół, w którym będą grać razem. Historia ta z plotki przerodziła się w fakt i w lipcu 2010 wszyscy trzej supergwiazdorzy połączyli siły tworząc w Miami zespół z taką ilością talentu, jakiego NBA nie widziała od bardzo dawna. Po odejściu ze swoich dotychczasowych klubów, Chris Bosh, ale przede wszystkim LeBron James, za sposób w jaki upokorzył swoją poprzednią drużynę ogłaszając swoje przenosiny na wizji w ogólnokrajowej stacji telewizyjnej, nie będą mieli łatwych powrotów na mecze do swoich byłych miast. Wczoraj pierwszy, najłatwiejszy test przeszedł Chris, który (na jego szczęście) w American Airlines Arena w Miami zmuszony był do spotkania z opuszczonymi przez niego kolegami z Toronto Raptors. CB4 (teraz chyba CB1), cieszy się już jednak, że ma to za sobą i jego aktualny team wygrał tę potyczkę. „Cieszę się, że mam już to za sobą. Cieszę się też z tego, że graliśmy w końcu ze sobą i udało nam się wygrać.” Bosh zaliczył przeciwko swoim byłym kolegom 12 punktów w 22 minuty spędzone na parkiecie.„Grałem z nim przez sześć lat. To było dziwne… rozglądać się, widzieć go, ale wiedząc, że nie gra już z tobą.” – komentował spotkanie ze swoim kolegą Jose Calderon. Chrisa czeka jeszcze mecz w Toronto, który może być dla niego dużo trudniejszy psychicznie, a Kanadyjscy kibice na pewno przyszykują dla niego jakąś niespodziankę, jednak podkoszowy nie ma co liczyć, że będą to oklaski na stojąco. Tak delikatnego wstępu, poprzez meczu u siebie z byłą drużyną nie będzie miał LeBron James, który drugiego rudnia będzie musiał stawić się od razu w Quicken Loans Arena w Cleveland. Kibice z popularnej „The Q” już od dawna umawiają się w jaki sposób „przywitają” LeBrona w swojej hali. Przypomnijmy tylko, że według badań, które przeprowadził ostatnio pewien amerykański serwis sportowy, kibice z Cleveland są drugimi miejscu listy najwierniejszych i najzagorzalszych fanów w NBA, zaraz po fanach „Byków” z Chicago. Mało powiedzieć, że „The Q” od czasu odejściu Jamesa nie miała jeszcze do tej pory przypadku, w którym nie była by wypełniona do ostatniego miejsca.