Co tam słychać w statystykach?

Dodano: 13 listopada 2010 21:23
Co tam słychać w statystykach?
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna
MediaWiki

Za nami już dwa pełne tygodnie gry na parkietach NBA. Powoli można więc próbować czytać i słuchać tego, co mówią do nas liczby. Spójrzmy, co widoczne jest na pierwszy rzut oka i wypunktujmy najważniejsze fakty, a także rzeczy niewidoczne natychmiastowo. 

Starałem się przejrzeć arkusze statystyczne dość wnikliwie w poszukiwaniu interesujących spraw i przedstawić Wam najciekawsze z nich.

  • zacznijmy od analizy tabeli najlepszych strzelców. Tutaj liderem jest, bez niespodzianki, Kevin Durant.Największa gwiazda zespołu Oklahoma City Thunder zdobywa 28,9 punktu na mecz, co nie jest powalającym wynikiem, ale biorąc pod uwagę wyczerpujące lato i fazę sezonu - wszak to dopiero dwa pełne tygodnie za nami, a więc jesteśmy w tzw. "young season" - chyba możemy mu wybaczyć
  • drugim strzelcem NBA jest...i tu akurat wielkie zaskoczenie. Monta Ellis! Kto by się spodziewał? Zawodnik ten miał ostatnio trochę problemów natury, nazwijmy to, mentalnej, ale wygląda na to, że przezwycięzył je i jest w wielkiej formie strzeleckiej, w jakiej nie był nigdy. Nawet w sezonie, w którym przyznano mu nagrodę dla MIP. Monta rzuca 26,8 punktu na mecz i to grając u boku Stephena Curry (21 ppg) i w końcu odnalazł swoją niszę na boisku. Co ciekawe KD też gra u boku "wymagającego" rozgrywającego. Russell Westbrook ewoluował jako świetny scorer i teraz w klasyfikacji strzelców jest na bardzo wysokiej 6. pozycji ze średnią 24,3, plasując się między tak uznanymi markami jak Carmelo Anthony i Dwyane Wade.
  • na trzeciej pozycji na liście strzelców jest - w tym miejscu zaskoczyłem się najbardziej - Rudy Gay! Skrzydłowemu Memphis Grizzlies najwyraźniej posłużył pobyt w Turcji, gdzie zdobył z USA złoty medal MŚ. Gay poprawił swój rzut trzypunktowy - i to znacznie. Teraz stanowi on jedną z podstawowych broni jego arsenału - rzuca z dystansu średnio aż 4,7 razu na mecz, z czego trafia 2 (wyśmienita skuteczność 42,1%). Dodajmy do tego, że jego umiejętności atletyczne ułatwiające mu znacznie zdobywanie punktów spod kosza nie osłabły i chyba już rozumiemy, skąd tak wysoka pozycja Rudy'ego. Chris Wallace moze zacierać ręce - jak na razie zanosi się na to, że 82 mln $ wydane latem usługi tego skrzydłowego nie będą pieniędzmi wyrzuconymi w błoto.
  • w klasyfikacji zbiórek jedyną rzeczą, która dziwi jest fakt, ze Dwight Howard, który triumfował w tej klasyfikacji w trzech poprzednich sezonach, jest zaledwie na 9. pozycji (średnia 10,6). 
  • nasz rodak - Marcin Gortat - moze mieć powody do radości. Chociaż nie gra tyle, ile czasem oczekuje od samego siebie, jego statystyki są najlepsze w karierze pod względem zbiórek i punktów (odpowiednio 5,5 i 5,8 i to w ciągu zaledwie 16 minut). Gdyby przeliczyć jego średnie na 36 minut gry - Polak na luzie notowałby double-double. W klasyfikacji zbiórek "Polish Hammer" bezpośrednio wyprzedza Kobe Bryanta (Polak jest 67., KB24 68.), a w zestawieniu znajduje się za nim m.in. uchodzący za świetnego zbierającego Carl Landry z Sacramento Kings.
  • w klasyfikacji bloków też jest o czym pisać. Polak jest bliski "magicznej" granicy 1 bloku (obecnie 0,8). Identyczną średnią czap ma...Hasheem Thabeet, który jest postrzegany jako defensywny talent pokroju Dikembe Mutombo. Za Marcinem w klasyfikacji tej plasują się m.in. center formatu all-star Al Horford z Atlanty Hawks, Paul Millsap z Utah Jazz czy Theo Ratliff występujący w Los Angeles Lakers. Trzeba też koniecznie dodać, że ci dwaj pierwsi panowie występują regularnie w swoich zespołach! Gdyby Polak grał po 36 minut w meczu, byłby jednym z liderów tej klasyfikacji.
  • w statystykach jak na dłoni widać też bolączki Miami Heat, głównego rozczarowania pierwszej fazy sezonu. W klasyfikacji asyst całych druzyn, w której przewodzą uchodzące za grające najbardziej zespołową koszykówkę w NBA Boston Celtics i San Antonio Spurs, zespół "Żaru" zajmuje dopiero 20. pozycję. Są jednak powody do optymizmu w sztabie trenera Erica Spoelstry. Zespołowa obrona stoi na wysokim poziomie, jest na 4. miejscu w lidze i pozwala rywalom na zdobywanie zaledwie 92,6 punktu na mecz. To  dobry wskaźnik w tak wczesnej fazie zgrania zespołu i niezły prognostyk na Play-offs, w których przecież wygrywa obrona. Zgranie i chemia boiskowa, owocujące w asysty, też powinny z czasem przyjść.
  • na koniec dwa wybitne osiągnięcia statystyczne z ubiegłego tygodnia, które nie mogą ujść naszej uwadze. John Wall, rozgrywający i nowa wielka gwiazda Washington Wizards, zanotował pierwsze w karierze triple-double. Zrobił to jako trzeci najmłodszy w historii zawodnik - wyprzedzili go tylko LeBron James oraz Lamar Odom. Absolwent uczelni Kentucky potrzebował do tego ledwie 6 meczów - ale i tu byli szybsi. Oscar Robertson zrobił to...w swoim debiucie. Dla porównania np. Chris Paul potrzebował do tego 72 gier oraz aż dwóch dogrywek. To przywodzi na myśl podobne wybitne osiągnięcie Brandona Jenningsa z poprzedniego sezonu, kiedy to występujący w Milwaukee Bucks debiutant rzucił rekordowe 55 punktów. W pierwszych sezonach na zawodowych parkietach wyprzedziły go tylko takie sławy jak Wilt Chamberlain, Earl Monroe czy Rick Barry. Nie zapominajmy tez o Tyreke'u Evansie. Debiutant z Sacramento Kings notował średnie na poziomie 20-5-5 w przekroju 82 spotkań, w czym dorównali mu tylko LeBron James, Michael Jordan i Oscar Robertson. Hej, on na pierwsze triple double potrzebował prawie miesiąc gry mniej od CP3. Patrząc na miażdżącą dominację Rajona Rondo w klasyfikacji asyst (14,9 na mecz - ponad 4 przewagi nad kolejnym Jasonem Kiddem), zapowiada nam się era rozgrywających w NBA. Wall wśród podających jest trzeci - 10,3. Nie zapomniałem o was Derricku Rose, Stephenie Curry.
  • wreszcie wydarzenie, o którym mówił dziś każdy. Kevin Love, wielki talent grający w Minnesota Timberwolves zanotował po 31 punktów i zbiórek wczorajszej nocy przeciwko ekipie New York Knicks. Ten wyczyn po prostu spuszcza nasze szczęki w dół automatycznie. Ostatnie takie wydarzenie miało miejsce w 1982 roku. Wtedy w rozgłośniach radiowych na topie byli Modern Talking, Brian De Palma kręcił Scarface'a, Polska tkwiła w głębokim komunizmie, a nasi piłkarze zajmowali 3. miejsce na Mistrzostwach Świata. Do siatki trafiał Zbigniew Boniek, a Moses Malone zanotował 38 punktów i 32 zbiórki. Kiedy to było! Mam nadzieję, że porównania, które przedstawiłem, pomogły Wam sobie uświadomić, jaka przepaść dzieli nas od tamtej ery w NBA i umiejscowić to wydarzenie na Waszych osiach czasu.

To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, ze moje zestawienie przypadło Wam do gustu.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp