Zapowiedź 6 kolejki TBL

Dodano: 12 listopada 2010 18:42
Zapowiedź 6 kolejki TBL
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Wielu pewnie nie zdążyło jeszcze ochłonąć po emocjach związanych z poprzednią kolejką Tauron Basket Ligi, a tymczasem przed nami kolejna seria gier. Podobnie jak w zeszłym tygodniu, nie zabraknie spotkań na szczycie, które z reguły gwarantują wysoki poziom. Ponadto, ciekawie zapowiadają się też pojedynki drużyn z dołu tabeli, które muszą zrobić wszystko, by oddalić widmo spadku.

W Kołobrzegu narasta zniecierpliwienie przed sobotnim meczem, w którym Kotwica zmierzy się z PGE Turowem Zgorzelec. Spotkanie to urasta do tak wysokiej rangi z uwagi na słabą formę jaką prezentują „Czarodzieje z Wydm” w ostatnich tygodniach. Po euforii na początku sezonu nastały ciche dni, a porażka z Polonią Warszawa przelała czarę goryczy. Na pomeczowej konferencji opiekun zespołu, Dariusz Szczubiał stwierdził, że jego podopieczni nawet na treningach nie prezentują wymaganego zaangażowania, więc tym bardziej trudno o satysfakcjonujące wyniki w ligowych rozgrywkach. Gdyby kołobrzescy koszykarze od początku grali na sto procent swoich możliwości, niemal pewnym jest, że w kilku spotkaniach zdobyliby komplet punktów. Stało się jednak inaczej, a obecna sytuacja w tabeli zmusza ich do tego, by z konfrontacji z Turowem  wyszli zwycięsko, co będzie niezwykle trudnym zadaniem. Pomóc w osiągnięciu założonego celu ma sprowadzony na tray out Kenneth Henderson. Amerykanin ma 28 lat i mierzy 201 cm wzrostu. Ostatnio występował w węgierskim zespole Marso-Vagep i może grać na pozycjach 2,3 i 4, co daje trenerowi Szczubiałowi większe pole manewru przy rotacji składem. Jednak zgorzelczanie, ani myślą o trzeciej porażce w tej edycji rozgrywek. Ich atutem na pewno będzie szerszy skład i obecność zawodników przewyższających umiejętnościami koszykarzy Kotwicy. Ponadto, jeśli podopieczni Jacka Winnickiego oglądali potyczkę swojego najbliższego rywala z Polonią Warszawa, to mogli wyciągnąć bardzo pożyteczne wnioski. Jeden z nich dotyczy Teda Scott’a. Umiejętnie pokryty przez obrońców strzelec nadmorskiego zespołu jest kompletnie bezproduktywny i rzucając na siłę, nie ułatwia zadania swoim partnerom, tylko rywalowi. Pasjonująco natomiast, zapowiada się walka dwóch środkowych, prezentujących odmienne style gry. Mowa o Darrell’u Harrisie i Ivanie Żigeranoviciu, którzy odgrywają czołowe role w swoich zespołach i nie mają sobie równych w walce pod tablicami. W związku z tym, nikt nie może liczyć na łatwą wygraną, choć nie ulega wątpliwości, że Turów powinien zacząć w końcu kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Ileż można, bowiem tolerować nieustabilizowaną formę i drżeć o końcowy wynik nawet w spotkaniach z outsiderami? Zawodnicy Jacka Winnickiego muszą pokonać Kotwicę i w tym wypadku nie ma dla nich żadnej taryfy ulgowej. Czy sprostają wyzwaniu? Przekonamy się w sobotę o godzinie 18.

Wspominana w poprzednim akapicie warszawska Polonia, opromieniona drugą wygraną w tym sezonie jedzie do Starogardu, gdzie czeka na nią prowadzona przez Zorana Sretenovicia Polpharma. Warszawianie, choć nie dysponują wieloma doświadczonymi graczami, zdążyli już pokazać, że są w stanie zagrozić najlepszym. W meczu z „FarmaceutamI”, wiele zależeć będzie od wysokiego tercetu: Palmer – Easley – Nana. To właśnie ci gracze zaskakująco dobrze radzą sobie ze swoimi vis’a’vis z całej ligi i na pochwałę zasługuje zarówno ich postawa w defensywie, jak i w ataku. Gdy do nich dodamy jeszcze posiadającego spore umiejętności strzeleckie Darnell’a Hinsona i Marcina Nowakowskiego, który staje się powoli czołową postacią swojej ekipy, można zaryzykować tezę, że to stołeczny zespół jest cichym faworytem tej konfrontacji. Zresztą ewentualne zwycięstwo, pozwoliłoby warszawianom nie tylko znacznie oddalić się od strefy spadkowej, ale też nawiązać kontakt z czołówką. Tyle, że starogardzianie również znajdują się na fali wznoszącej, a to za sprawą nieoczekiwanego zwycięstwa z Anwilem na jego parkiecie. Nowy szkoleniowiec drużyny, Sretenović, tchnął w swoich zawodników nadzieję i optymizm, który pozwolił im wyjść z marazmu i pokonać wyżej notowanego V-ce Mistrza Polski. Teraz, Polpharmę czeka teoretycznie łatwiejsze zadanie do wykonania, a Serba prawdziwy test, który pokaże, czy wygrana we Włocławku była przypadkiem, czy początkiem nowej, pełnej chwały serii. Początek spotkania w stolicy Kociewia w sobotę o 18.

Kolejne świetne widowisko czeka kibiców w Zielonej Górze. Zastal, który zaliczył już pierwszą, choć minimalną porażkę, zmierzy się z podrażnionym Anwilem Włocławek. Dla gospodarzy, to spotkanie jest o tyle ważne, że nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów, która oddaliłaby ich od czołówki tabeli. Ponadto, wiadomo, że najtrudniej jest podnosić się po porażce, dlatego podopieczni Tomasza Herkta muszą udowodnić, że są drużyną z charakterem i dołożyć wszelkich starań, by zachować reputację. W walce nie pomoże im niestety Tomasz Kęsicki. Polak, który ledwo co zdążył powrócić na ligowe parkiety, doznał kolejnej kontuzji i jego występ w kilku najbliższych kolejkach jest wykluczony. A szkoda, bo pierwsze zawody w jego wykonaniu były bardzo udane i sam zawodnik z pewnością nie tak wyobrażał sobie swoje dalsze losy. Niemniej jednak, jego koledzy muszą skupić się na najbliższym rywalu, który nie odda zwycięstwa bez walki. Włocławianie, by lepiej przygotować się do starcia z v-ce liderem TBL, rozegrali mecz towarzyski z AZS-em Kutno, w którym szansę dostali zawodnicy rezerwowi. Dzięki temu, trener Igor Griszczuk miał okazję przekonać się, w jakiej formie są dublerzy, co nie pozostaje bez znaczenia wobec długiego sezonu. Najlepiej zaprezentował się Eric Hicks, choć trzeba przyznać, że w walce pod koszami nie miał godnego rywala. Na osobną uwagę zasługuje natomiast Tomasz Celej. Pozyskany w ostatnich dniach okienka transferowego wychowanek Startu Lublin, potwierdził wysokie umiejętności, popisując się kilkoma trafieniami tuż po wejściu na parkiet. Wobec kontuzji Bartłomieja Wołoszyna, można przypuszczać, że 32 letni skrzydłowy będzie jedną z ważniejszych postaci w ekipie z Kujaw i razem z Andrzejem Plutą, mogą tworzyć wspaniały duet strzelców. Czy były zawodnik m in. Unii Tarnów i Znicza Jarosław odegra decydującą rolę w tym pojedynku? Okaże się w sobotę o 18.

W Tarnobrzegu z kolei, Siarkę czeka nie lada wyzwanie. Na Podkarpacie przyjeżdża, bowiem niepokonana Energa Czarni Słupsk, która ani myśli oddawać fotel lidera. Śmiało można też powiedzieć, że będzie to starcie dwóch ekip, które różni niemal wszystko. Tarnobrzeżanie wygrali jak dotąd zaledwie jeden mecz i trudno przypuszczać, by właśnie teraz poprawili tą statystykę. Zwłaszcza, że coraz częściej zawodzą Amerykanie, którzy mieli być najważniejszą częścią układanki Zbigniewa Pyszniaka. Ponadto, wiele pożytku nie ma także z Marka Miszczuka, który do tej pory zaledwie raz zagrał na miarę swoich możliwości. Trudno zatem znaleźć jakiekolwiek atuty beniaminka ekstraklasy, oprócz własnego parkietu. Specyfika hali w siarkowym mieście dała się już we znaki choćby Mistrzowi Polski, który z wielkim trudem pokonał Siarkę, dlatego w tej kwestii, to gospodarze są górą . Słupszczanie jednak, nie powinni mieć takich problemów jak grający w ekstremalnym zestawieniu Asseco Prokom. Zbilansowana kadra oraz równy poziom prezentowany przez podopiecznych Dainiusa Adomaitisa wystarczyły na PGE Turów i Zastal, wiec wątpliwe, by akurat outsider TBL znalazł sposób na pokonanie ósmej drużyny poprzedniego sezonu. Dla Energi Czarnych jest to mecz o tyle wyjątkowy, że po raz pierwszy w obecnej edycji rozgrywek wystąpi w roli osamotnionego lidera, a w takim przypadku, często towarzyszy dodatkowa presja, która może negatywnie oddziaływać na samych koszykarzy. Zresztą na ten temat wielokrotnie wypowiadał się nasz skoczek narciarski, Adam Małysz, który nie bez kozery twierdził, że o wiele łatwiej jest gonić, niż uciekać. Czy zespół z Północy kraju odniesie najwyższe w tym sezonie zwycięstwo czy będzie musiał do ostatnich sekund walczyć o komplet punktów? Odpowiedź poznamy w sobotę o 18.

W niedzielę odbędzie się tylko jedno spotkanie, za to na brak emocji z nim związanych z pewnością nie będziemy mogli narzekać. W Poznaniu, naprzeciwko siebie staną, bowiem dwa zespoły sąsiadujące w tabeli, PBG Basket i Trefl Sopot. Gospodarze, po dość nieoczekiwanym zwycięstwie nad Asseco Prokomem Gdynia przesunęli się na trzecie miejsce w tabeli i wydaje się, że ich forma zwyżkuje. Dowodzeni na parkiecie przez Eddiego Millera i Cliffa Hawkins’a poznaniacy, jeśli myślą o zagoszczeniu na dłuższy okres czasu wśród ligowej elity, muszą to spotkanie po prostu wygrać. Poza tym, mają coś do udowodnienia sobie i kibicom. Mowa o potyczkach ze słabszymi rywalami, w których podopieczni Miliji Bogicevicia wygrywali dość szczęśliwie. W starciach z najlepszymi, do których bez wątpienia zalicza się Trefl, trzeba wykazać o wiele więcej zaangażowania i determinacji, dlatego wszyscy liczą, że gracze z Wielkopolski będą w stanie wykrzesać z siebie dodatkowe pokłady energii. Sopocianie z pewnością myślą tak samo. Oni też przeżywali już wzloty i upadki, więc doskonale wiedzą, co trzeba zrobić, by móc na koniec świętować zwycięstwo. W ekipie Karlisa Muiznieksa nie ma już Sandisa Buskevicsa, dla którego w związku z zakontraktowaniem Lorinzy Harringtona nie było miejsca w zespole. Teraz zarówno Amerykanin, jak i pozyskany niedawno Slobodan Ljubotina wreszcie będą mieli okazję, by zaprezentować pełnie swoich umiejętności. W trójmiejskim klubie przebywają już na tyle długo, że zdążyli zaznajomić się z taktyką oraz sposobem gry partnerów, a jak zapewnia Filip Dylewicz, będą oni znaczącymi wzmocnieniami zespołu. Wobec tego, trudno jednoznacznie wskazać, kto jest faworytem. Jedno nie ulega wątpliwości. Dla obu ekip, jest to mecz o 4 punkty, a kto rozstrzygnie go na swoją korzyść? Dowiemy się w niedzielę o 19.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp